Przeglądając sobie fanpage toruńskiego lokalu, jakim jest Cybermachina, trafiłam na pewnego bardzo ciekawego bloga. Poszperałam po archiwum i tak przeczytałam post Kim jest geek? Przyznam, że poczułam się trochę niepewnie ze swoim nagłówkowym hasłem „Byłam nerdem zanim to stało się modne”, ponieważ ów artykuł, między innymi, stara się odróżnić geeka od nerda i w efekcie mogę się okazać tylko geekiem, bez śladowych nawet ilości nerdozy.

Wspomniany artykuł skłonił mnie do poczytania o odmiennościach między sylwetkami nerda i geeka, rozpatrzyć siebie samą w tym kontekście i ocenić, do którego gatunku tak właściwie należę. Do tej pory pozwalałam sobie używać tych dwóch słów zamiennie, chociaż niby miałam pojęcie o różnicach, ale najwyraźniej miałam też braki. Nim przejdę do meritum, pozwolę sobie nakreślić te dyferencje (po dokładniejsze rzeczy opisanie odsyłam jednak do mojej inspiracji, czyli wpisu podlinkowanego na górze).

Gonciarz reprezentuje moje wczorajsze zdanie na temat różnicy między geekiem a nerdem. Również uważałam, że geek to taki gadżeciarz w koszulce z Batmanem, pasjonat ale bez przesady, lubiący nowe technologie, rozrywkę bardziej niecodzienną, zatem stojącą w opozycji do chodzenia po pubach, na koncerty Mroza, czy mecze koszykówki. Geek wybrałby raczej wypady do kina na filmy Marvela, granie w najnowszego Wiedźmina, czy czytanie poradnika dla blogerów na swoim „kindlu”. Nerd za to był dla mnie kujonem, specjalizującym się w przedmiotach ścisłych, stroniącym od socjalizującego towarzystwa, grającym w gry komputerowe na komputerze, który znaj od podszewki, nie tylko czytającym fantastykę, ale też płynnie mówiącym w języku elfów i witającym się gestem rodem ze Star Treka. Myślałam też, że z tymi nerdami to tak trochę przesadzają i to tylko taki trochę prześmiewczy stereotyp, który dawno uległ złagodzeniu i dziś mamy do czynienia z nowoczesnym nerdem, bardziej podobnym do geeka.

nerd1    nerd2

Oba zdjęcia wyszperane na Google Grafika, taki kosmos!

Bohaterowie Zemsty frajerów (Revenge of the Nerds), czy Teorii Wielkiego Wybuchu (The Big Bang Theory) od zawsze kojarzyli mi się z takim stereotypem nerda. Byli oni kujonami, mieli swoje pasje i hobby, uważane przez społeczeństwo za dziwactwa i nie zależało im na byciu „fajnymi”. Modelu geeka ciężko mi w Internetach znaleźć, jednak zaraz przypominam sobie pewien film dla młodzieży pt „17 Again”. Thomas Lennon gra tam Neda Golda, czyli faceta w średnim wielu, nadzianego, z dużym domem, sportowym autem, oraz ogromną fazą na to co dziś nazwalibyśmy „nerdozą”. Ned sam przyznaje, że szkoła była dla niego strasznym etapem w życiu i cieszy się, że już nikt mu nie wkłada głowy do toalety za jego dziwne zainteresowania. Z resztą, oto on:

Ned Gold, chociaż posiada dom wypełniony mnóstwem gadżetów, co sugeruje, że geek z niego przedni, opętany chęcią posiadania fajnych rzeczy związanych z jego pasją, jednak nim nie jest. To z całą pewnością nerd, pamiętający ciężki, szkolny żywot dziwaka, mający przez to później problemy z uspołecznieniem. Wedle pewnej ciekawej infografiki geek może związać się z partnerem nie-geekiem, natomiast nerd będzie szczęśliwy tylko z nerdem. Tutaj muszę zaspoilerować dalsze losy Neda Golda, który odnajdzie miłość w dyrektorce szkoły, poważnej kobiecie, jakże nieodpowiedniej osobie dla naszego nerda. Tymczasem, w trakcie kolacji okazuje się, że oboje znają język elfów z Władcy Pierścieni. Ostatecznie pani dyrektor się otwiera na Neda i lądują w jego łóżku, z doklejonymi elfickimi uszami. Happy End.

2d2966aef4694875826c5254b9ca0622

Ciekawa infografika wyszperana tutaj. Zapoznaj się jeszcze z tą!

Określenie „nerd” miało pierwotnie wydźwięk negatywny, ponieważ społeczeństwo nie rozumiało zainteresowań i sposobu bycia takiego nerda. Z czasem jednak coraz więcej elementów kultury nerdów zaczęło przenikać do kultury masowej, a w efekcie na dobre zadomowiły się w dzisiejszej popkulturze. Pytanie: za czyją sprawą? Moim zdaniem za sprawą geeków, czyli osób, które zauważają w kulturze nerdów ciekawe aspekty i pokazują je swoim znajomym, z którymi lubią się dzielić tym co jest wedle nich „cool”. Ostatecznie geekiem można zostać poprzez docenienie „fajności” np Gwiezdnych Wojen lub filmów Marvela, które doprowadzą do komiksów o superbohaterach. Myślę, że można być zwyczajnym człowieczkiem, który po zapoznaniu się z geek kulturą wsiąknie w nią i zostanie na dłużej. Wystarczy, że poczuje się w niej dobrze, swobodnie i ta faktycznie stanie się elementem jego codzienności. Ale uważam też, że nerdem trzeba się jednak urodzić. W jego naturze jest zbyt mało zależności od kultury popularnej, od tego co kreują trendy, a więcej jest prawdziwej pasji, potrzebnej do dokładnego zapoznania się z  tematem. Nerd raczej odczuwa satysfakcję z samego faktu posiadania obszernej wiedzy na pewien temat i nie czuje się z tego powodu „fajny”. Po prostu robi to co lubi.

CosmeticGeek

Widziałam kiedyś takiego na wydziale i nie była to „stylówa na pokaz”. Źródło.

Z ciężkim sercem muszę przyznać, że zgodnie z hasłem na moim banerze, nerdem BYŁAM, a obecnie jestem geekiem. Potrzebowałam dwóch dni by przyzwyczaić się do nowej osobowości, która choć się nie zmieniła ani odrobinę, to jednak całkowicie inaczej się wymawia. A jak to z tą moją nerdozą było?

  • Jako dziecko, takie podstawówkowe i gimnazjalne, miałam swój świat. Lepiej się czułam w ogrodzie moich dziadków, niż z rówieśnikami na podwórku. Nie miałam w tamtych czasach ani paczki znajomych, ani super najlepszej koleżanki. I to nie dlatego, że nikt mnie nie lubił, a dlatego, że sama tak chciałam. Serio, spacerowanie godzinami po ogrodzie to było to!
  • W tym samym okresie, nie mając pojęcia o tym czym są gry fabularne i LARPy, sama sobie byłam Mistrzem Gry. Odgrywałam scenki rodzajowe, w których byłam każdym bohaterem średniowiecznej opowieści. Pisałam sobie scenariusze, opisywałam role. Jakoś w liceum przerzuciłam się na rasowe RPG.
  • Spędzając wakacje u dziadków, często podbierałam babci jej książki. Były to zarówno kryminały, jak i romanse historyczne. Najbardziej podobały mi się te, w których pojawiały się wątki magiczne i nadprzyrodzone. Z czasem całkiem przerzuciłam się na fantastykę (jak już babcia zdiagnozowała która literatura jest właśnie dla mnie). Zatem Władca Pierścieni i Wiedźmin to pozycje znane mi na długo przed wejściem ekranizacji do kin, czy wypuszczeniem gry na rynek.
  • Nigdy co prawda zapędów informatycznych nie miałam, ale gdy w moim domu pojawił się pierwszy komputer, jakoś tak intuicyjnie potrafiłam go całkiem sprawnie obsługiwać. W tamtych czasach mało kto komputer miał wśród moich rówieśników, więc często pomagałam znajomym a to coś napisać, a to wyszperać w Internecie, a to wydrukować. W porównaniu z moimi dzisiejszymi umiejętnościami to było NIC, ale wtedy miałam takie poczucie większej ogarniętości niż przeciętny dzieciak z podwórka.
  • Nie byłam kujonem, nie lubiłam i wciąż nie przepadam za przedmiotami ścisłymi, ale przedmioty humanistyczne były moim konikiem. Nauka do sprawdzianów z historii to była czysta przyjemność, zawsze dostawałam ocenę bardzo dobrą, a moje odpowiedzi na pytania były całymi elaboratami, bogatymi w szczegóły, które można sobie było śmiało odpuścić. Miałam też „lekkie pióro”. Pisanie rozprawek, wypracowań i sprawdzianów z lektur było dla mnie nieomal rozrywką. Polonistka czytała moją pracę jako pierwszą bo taka ciekawa była moich wypocin, wystawiała mi ocenę bardzo dobrą, a po przeczytaniu prac pozostałych uczniów zmieniała ocenę na celującą. To nie było zakuwanie, pilne uczenie się, a po prostu sympatia do tych przedmiotów i łatwość w przyswajaniu wiedzy.
  • To co dziś jest geek kulturą, wtedy było dla mnie po prostu bardzo ciekawą tematyką, którą nie interesował się NIKT w moim środowisku. Widziałam i moi rodzice też to zauważali, że na tle rówieśników mam całkiem inne zainteresowania. Oni, moi koledzy z podwórka, również to wiedzieli i czasami mi to wytykali. Może nie w jakiś niemiły sposób, ale nosiłam jednak to piętno nerda. Dopiero w liceum trafiłam na kilka bratnich dusz, a na studiach znalazłam całe grono podobnych sobie. Poznałam jak to jest móc dzielić się swoimi pasjami i zainteresowaniami z osobami, które to doceniają. Dzięki temu zmieniłam plan na życie i postanowiłam również zawodowo dzielić się nerdozą ze społeczeństwem. A przepraszam, teraz już wiem, że GEEKOZĄ.

Oh-well-reaction-gif

„Oh well…” Czarnej Wdowy pochodzi stąd!

Pogodziłam się z tym, że nie jestem nerdem, a geekiem właśnie. Wiąże się to co prawda ze zmianą hasła w banerze, ale to koszt, który jestem w stanie ponieść. Pozostaje mi przyzwyczaić się do nowego miana geeka i do przodu!