Zawsze sobie wyobrażałam, że moje dzieci będą miały w życiu fajnie bo będę im dawkować własne zainteresowania, aż sami je pokochają i zechcą przejąć. Tak, egoistycznie uważam, że moje hobby jest najlepsze na świecie! Chociaż własnych dzieci jeszcze nie mam, to na wieść o pojawieniu się potomstwa u bliskich znajomych zawsze reaguję tak samo: „Awww… cudownie! Kupię maluszkowi pluszowego smoka, a potem książkę fantasy dla dzieci, a potem grę planszową, a potem…”. No właśnie!

Przez około 3 lata miałam przyjemność pracować jako niania z pewną Kasią. Dziewczynka rodzinę ma świetną bo zaopatrują ją w różne fajne zabawki, które z mojego punktu widzenia do geekowych należą. Oczywiście nie mam tu na myśli tylko mnóstwa kucyków Pony, ale też książki i gry. Biorąc pod uwagę w jakie planszówki grywam ja sama, osoba cokolwiek dorosła, mam nadzieję, że te gry, w które gra Kasia, kiedyś zachęcą ją do sięgnięcia po inne tytuły. A jak nie to ja jej pomogę!

Tymczasem chciałabym przedstawić tu dwie ulubione gry Kasi.

Pędzące Żółwie

zolwie

Żółwie to chyba najprostsza gra, z jaką miałam do czynienia do tej pory. Zasady nie są w ogóle skomplikowane. Gracze losują płytkę z kolorem żółwia i nie dzielą się tą informacją z pozostałymi. Za pomocą rozdanych po 5 na osobę kart mogą poruszać żółwiami o jedno, bądź dwa pola do przodu lub do tyłu. Celem gry jest doprowadzenie swojego żółwia do sałaty na końcu kamiennej ścieżki, tak by nikt nie odgadł, którego żółwia się wylosowało. Zabawnie się patrzy, gdy dzieciaki próbują ukryć kolor ich faworyta i całą rozgrywkę opowiadają, jak to „czerwony żółw nie jest ich”. Kasia obierała strategię typu: „Będę sugerować, że mój żółw jest niebieski i będę go faworyzować, a właściwego żółwia będę prowadzić zaraz za nim, bo przecież będzie mu smutno z tyłu”.

pedzaceCzy dorośli również mogą mieć ubaw przy Żółwiach? Ależ oczywiście. Moja przyjaciółka, kiedy pierwszy raz zetknęła się z Żółwiami, powiedziała, że chciałaby od tej właśnie gry rozpocząć kompletowanie swojej domowej biblioteczki gier. Kilka miesięcy później, z okazji swoich 25tych urodzin, między innymi, otrzymała w prezencie swój własny egzemplarz Pędzących Żółwi. Inny przykład? Przez długi czas Stowarzyszenie Miłośników Gier i Fantastyki „Thorn” miało w swojej siedzibie wspomnianą grę. Chociaż wybór planszówek mamy spory, Żółwie biły rekordy popularności i to nie wśród dzieci, a młodzieży i dorosłych. Niestety zaginęły (ktokolwiek widział, ktokolwiek wie?). Reasumując: Pędzące Żółwie to gra idealna dla młodych i starych, sugerowany wiek na pudełku to lat 5-105, ale z doświadczeń na Kasi zdobytych wiem, że 3latek też pojmie zasady i świetnie się będzie bawił. Dorośli potrafią sobie rozgrywkę urozmaicić poprzez podpuszczanie się, kombinowanie, czy to cofanie nieswoich żółwi na kamień startu. Fenomen tej gry potwierdzają liczne nagrody i wyróżnienia, zdobyte w Polsce i za granicą.

Autorem Pędzących Żółwi jest Reiner Knizia, wydawcą EGMONT, a można ją kupić w sklepie internetowym Rebel za 65 zł, albo poszukać okazji w Empiku, Smyku, czy Merlinie, tam cena potrafi spaść do kwoty 52 zł.

Pędzące Jeże

jezeTa gra nazywana jest kontynuacją hitu Pędzących Żółwi. Autorem jest ta sama osoba, a polskim wydawcą również Egmont. Przeznaczona jest też dla dzieci i dorosłych, chociaż już nie 5latki, a 6latki powinny zaczynać przygodę z Jeżami. Generalnie wszystko się zgadza poza jednym – ta gra to wcale nie jest taki znowu HIT. W moim osobistym odczuciu ta gra nie jest tak fajna, jak Żółwie i obserwując Kasię wiem też, że mała podziela moje zdanie. Oczywiście na samym początku zapaliła się do tej gry, ale szybko dało się zauważyć, że nie wciąga jej tak, jak pierwsza. Mnie samej również zrozumienie zasad zajęło nieco więcej czasu i do teraz nie wiem czy taki ze mnie nieogar, czy instrukcja taka skomplikowana.

pedziPierwszym minusem gry jest to, że nie można grać we dwoje, bo wymaganych jest przynajmniej trzech graczy. I dla mnie był to problem bo Kasia upierała się, żeby grać, a tutaj brakowało jeszcze jeden osoby. Przyznaje, że naginałyśmy zasady, ale czasami udawało się kogoś do gry zagonić. W Jeżach nie chodzi o wylosowanie koloru figurki, tutaj ważne są karty. Każdy gracz dostaje odpowiednią ilość na rękę (ilość zależna od liczby graczy), ocenia jakie ma kolory i decyduje, którego jeża będzie mu się opłacało przesuwać do przodu. Oczywiście pozostali gracze nie są świadomi tych indywidualnych wyborów. Jeże poruszają się po polach, za które można dostać punkty ujemne, zero punktów, lub kolejno: 1, 2 i 3. Pole z cyfrą 3 jest zarazem metą i runda kończy się, gdy pierwszy jeż na nim stanie. Poruszamy Jeżami za pomocą kart, które mają podobne znaczenie jak w Żółwiach. Można ruszyć danym kolorem o jedno, albo dwa pola, lub też wybrać kolor dzięki kartom jokerom. Po zakończeniu rundy następuje podliczenie punktów. Patrzymy na jakich polach stoją jeże i mnożymy punkty z pół przez ilość posiadanych na ręku kart (jokery nie dają w ogóle punktów). Gra kończy się po takiej ilości rund, ilu jest graczy. Podliczamy punkty za pomocą znaczników i mamy zwycięzce.

pudełkoGeneralnie gra nie jest trudna, ale myślę, że trochę ciężko jest dziecku 6letniemu pojąc co dokładnie musi zrobić żeby wygrać (opisana jest wersja zaawansowana, przeznaczona dla osób, które pojmą już podstawowe zasady). Kasia, chociaż grę ma kilka miesięcy, wciąż do końca nie wie, że najważniejsza jest strategia i ocenienie, którymi jeżami opłaca się poruszać z danymi kartami na ręku. Oczywiście dorosłym łatwiej to przychodzi, pojęcie rywalizacji, kombinowania i przewidywania strategii przeciwnika. Mojej Kaśce głównie chodziło o to by jeże były na polach dodatnich, a jej ulubiony kolor wszedł na metę. I ja sama też zdecydowanie lepiej bawię się przy Żółwiach. Natomiast moje planszówkowe środowisko na Pędzące Jeże reaguję mniej więcej tak: „OMG! Ta gra na prawdę istnieje!!!!”.

Oczywiście cena jest taka sama jak przy Żółwiach dokładnie w tych samych sklepach, czyli Rebel, Smyk, Empik i Merlin. Możliwe, że inne sklepy proponują jeszcze niższe ceny, ale tyle udało mi się wyszperać.

W gruncie rzeczy polecam obie gry, chociaż do Jeży sugeruję się nastawić z pewnym dystansem, by nie przeżyć rozczarowania. Bawcie się dobrze!

  • Dajcie mi ją, rozwalę w mig! (taa, jasne, chciałabym! :D). Moje Żółwie genialnie się sprawdzają, kiedy przychodzi do nas trochę więcej ludzi (jakiś zlot, urodziny, czy inne wakacje) i nie da rady „zabawić” wszystkich rozmową. Wtedy wyciągam Żółwie i już się nie martwię, że moi goście się nudzą 😀 A jak gramy we dwójkę, to notorycznie Wygrywa Tomek :/. Co śmieszniejsze, poszliśmy na Grawitację i…graliśmy w Żółwie. Mimo tego, że mamy je w domu! Tak, tak bardzo lubię tę grę. Trzeba też powiedzieć, że drewniane żółwiki i grube kartonowe karty są naprawdę świetnie wykonane. 🙂

    • Ona wie co pisze, Żółwie dobre są!

  • Rev

    Jeże są grą bardzo…strategiczną. Świetną jeśli ktoś lubi zbijać punkty, optymalizować i knuć jakby tu nastukać ich jak najwięcej. Są świetnym wstępem do gier bardziej zaawansowanych.

    • Owszem, dlatego trzeba dzieciakom sprawić odpowiednie wprowadzenie do tej gry i zadbać by nie chciały grać w to jak w Żółwie 😉

  • Baydo

    Ze swojego doświadczenia, dla dzieciaków, chociaż już starszych, bo tak mniej więcej jedenastoletnich świetnie sprawdza się też Panic Lab czyli gra, w której mamy złapać potworka, który uciekł z laboratorium gdzie przeprowadzano na nim eksperymenty. Problem polega na tym, że samo laboratorium pełne jest maszyn które zmieniają kolor i kształt potworka, oraz szybów wentylacyjnych dzięki którym nasz uciekinier te maszyny omija. Choć zasady wydają się być skomplikowane, to gra wcale taka nie jest, wszystko dzięki zamieszczenia wszystkiego na prostych, kartonikowych kartach, które na początku gry rozkładamy w okręgu, potem zostaje już tylko podążać karta po karcie (zgodnie, lub przeciwnie do ruchu wskazówek zegara) by znaleźć poszukiwanego potworka.

    Panic Lab jest naprawdę świetną grą, choć możliwe, że nieumiejętnie to opisałem. W dodatku wydano ją absolutnie cudownie – w ślicznym metalowym pudełku i na świetnej jakości kartonikach. Polecam każdemu, bo dorosłym też gra się w to bardzo przyjemnie.

    • Nie znam tej gry, ale jak tylko będę miała możliwość to w nią zagram i postaram się ocenić. Śmiem jednak sądzić, że będzie fajna bo klimat laboratorium jest świetny 😀

  • Pingback: Co czyta mały fantasta? Klasyki. | Czarny Kotu w Internetach()

  • Pingback: Blogowe podsumowanie 2015! | Czarny Kotu w Internetach()