Kto mnie zna, ten wie, że do mocno serialowych osób nie należę. Przynajmniej nie w tym prawdziwie geekowym wydaniu. Istnieją wszak persony, które oglądają na bieżąco kilka serii, aktualnie emitowanych przez stację, bez najmniejszej zwłoki. Natomiast ja oglądam zwykle jeden, góra dwa seriale. Do tego czasami będąc zajętą innymi rzeczami, potrafię być do tyłu nawet do 3 odcinków, co potem owocuje powolnym, mozolnym „nadrabianiem”. Na łamach bloga będę recenzować, a zarazem polecać zaledwie kilka tytułów, które sprawiły, że nie zalegają mi na liście „do obejrzenia”.

Dom Grozy

Penny Dreadful

plakat

„Dom Grozy? Serio? Meh…” – taka była moja reakcja, jak po wklepaniu w Google nazwy serialu szukałam o nim informacji. Nie jestem do końca pewna dlaczego tak bardzo polski tytuł mi się nie podoba. Może dlatego, że lubię dość dokładne, pasujące tłumaczenia, a może dlatego, że bardzo lubię „brytyjski wydźwięk” oryginalnego. Sformułowanie „penny dreadful” oznacza „tanią powieść kryminalną”. Były one popularne w XIX wiecznej Anglii. Kosztowały jednego pensa i opowiadały historie albo straszne, albo krwiste, albo obrzydliwe. Bohaterami takich opowiadań byli mordercy, tajemniczy włamywacze, zagadkowe uzbrojone kobiety, wiedźmy czy porwane dzieci. Dla mieszkańców takiego wiktoriańskiego Londynu były to swego rodzaju „Trudne sprawy”, czy też „Ukryta prawda” ówczesnych czasów.

Akcja serialu dzieje się właśnie w Londynie z tamtych czasów, a główni bohaterowie mieszkają w domu, który jest tak samo straszny, jak każdy inny w tej epoce. Dopiero rzeczy, które dzieją się wokoło sugerują, że to może i trafiony tytuł (tzn „groza” jest, ale ten „dom”, grrr…).

[youtube https://www.youtube.com/watch?v=YFXHfEqMcis&w=1120&h=630]

Pierwszy sezon wyemitowano rok temu, na przestrzeni maja i czerwca. Ja oczywiście obejrzałam go ze sporym poślizgiem bo dopiero w marcu tego roku. Oczywiście o samym serialu słyszałam już dużo wcześniej bo wybrałam się na jedną z coperniconowych prelekcji Xweetusa, konwentowego celebryty. Chociaż mówił ciekawie i fajnie to jednak sporo czasu mi zajęło nim zabrałam się do oglądania. Klimat spodobał mi się niesamowicie. Mrocznie, niebezpiecznie, niepokojąco i… tak, Eva Green ze swoją cudowną twarzą, do tego Timothy Dalton i Josh Hartnett. Żeby mnie w pełni uszczęśliwić musieliby jeszcze zebrać wszystkie intrygujące osobistości z miejskich legend i wrzucić je do jednego worka, związując wspólną fabułą. Co też zrobili angażując do akcji sylwetkę Doriana Greya, Victora Frankensteina, jego potwora oraz takie kreatury jak wilkołaki i wampiry.

obsada

Te kolory, ten styl! (źródło)

Wikipedia mówi, że to amerykański psychologiczny serial z elementami horroru. Ciężko się nie zgodzić, chociaż nie wiem  czy jest on tak w pełni „psychologiczny”. W moim odczuciu jest bardziej przygodowy z elementami horroru. Mamy główny wątek, wokół którego wszystko się dzieje, poboczne przygody bohaterów, którzy mają swoje mroczne tajemnice i oczywiście służby policyjne, próbujące ogarnąć „kto zjadł konia w środku miasta”. No bo oceńcie sami: słyszymy o różnych ikonach literatury, czytamy fanowskie opowiadania, oglądamy filmy i seriale, a tutaj robią nam jedną serię, która spotyka tych bardziej rozpoznawalnych i sugeruje, że mogą oni przeżywać wspólnie całkiem ciekawe przygody. Dla mnie bomba.

poster

Jakiś czas temu słuchałam sobie jednego z podcastów Mysza Movie (chyba jakiegoś archiwalnego) i tam Mysza i Zwierz Popkulturalny rozmawiały o Penny Dreadful. Słowami opisały moje nieokreślone dotąd wrażenia. Nie pamiętam który był to odcinek i która z dziewczyn dokładnie to powiedziała, ale podzielam jej następujące zdanie: Pierwszy sezon tego serialu był w dziwny sposób „dobry”. Każdy odcinek był fajny, ale czegoś mu brakowało i zawsze się miało nadzieje, że kolejny odcinek rozwinie wątek. Niestety, kolejny odcinek pozostawiał ten sam posmak niezaspokojenia w ustach, ALE wciąż nie zrażał i zachęcał do oglądania kolejnego, MOŻE WŁAŚNIE TEGO PRZEŁOMOWEGO. W takim napięciu oglądało się sezon pierwszy, którego motywem przewodnim były wampiry i relacja między główną bohaterką, Vanessą Ives (Eva Green), a jej przyszywanym wujem, Sir Malcolmem Murray (Timothy Dalton).

[youtube https://www.youtube.com/watch?v=3YdeSNcAWos&w=2120&h=630]

Natomiast drugi sezon absolutnie mnie w ten sposób nie potraktował. Od samego początku, do ostatniego odcinka trzymał mnie w odpowiednim napięciu i coraz bardziej ciekawił. Tym razem motywem przewodnim były wiedźmy i piekielny oblubieniec Vanessy, którego ona zdecydowanie nie chciała. Nieco bardziej zarysowane zostały też losy Ethana Chandlera (Josh Hartnett), który dość spektakularnie zakończył poprzedni sezon. Nowe fetysze Doriana Greya sprawiały, że moja prawa brew unosiła się wyżej niż zwykle, a Dr Frankenstein i jego ojcowskie przygody bawiły o łez. Fani Billie Piper, znanej mi głównie z roli minionki Doktora Who, nie zostali pozbawienia swojej ulubionej bohaterki, ponieważ Brona Croft powróciła w drugim sezonie, ale dopiero pod koniec pokazała jako kto.

Generalnie to jest po prostu mrocznie i interesująco i z pewnością poczekam niecierpliwie do trzeciego sezonu, który będę oglądać w miarę regularnie. Polecam wszystkim fanom klimatu grozy, historycznych, mglistych pocztówek z Anglii i piersi Evy Green!