Od zawsze pamiętam, że byłam ultra aktywna i dużo chciałam zdziałać. Niestety często na mojej drodze stają jakieś problemy, a to rodzinne, a to finansowe, a to po prostu „słomiany zapał”. Zwykle jest to jednak brak czasu spowodowany przez nadmiar obowiązków typu „praca-praca”. To, że czytasz w tej chwili mój wpis jest możliwe przez nagłe przybycie jesieni, zwolnienie tempa i… nadchodzące zapalenie zatok. Moje blogowanie padło ofiarą zarobienia i zapracowania. Niestety nie stać mnie na codzienne pilnowanie ognia w mediach społecznościowych i pisanie artykułów, które chociaż 2 razy w tygodniu pojawią się na łamach mojego bloga. Blogowanie jest jak drugi etat, na który brakuje mi obecnie doby. Dlaczego?

Blogging

Tematy/cykle/serie

To nie tak, że nie mam o czym pisać, albo nie mam pomysłu na swojego bloga. Wszystko mam poza czasem. W moich notatkach widnieją tytuły, nazwiska i adresy, które miałam opatrzyć szerokim opisem/wywiadem/relacją/recenzją, ale zwyczajnie zabrakło czasu by iść/napisać maila/porozmawiać i wszystko ustalić. Kiedy mam to niby robić skoro od rana do wieczora jestem uziemiona w jednym miejscu z możliwością wyskoczenia na pocztę lub do specjalistycznego sklepu? Po godzinach – wiem. Problem w tym, że wtedy też mam co robić (chociażby ugotować, posprzątać, czy zrobić konwent).

logo

Pisarz niespełniony

Od kiedy mój brat kupił sobie na Komunię komputer i zaczęłam używać worda, zawsze coś tam sobie piszę. Dawno temu chciałam wydać swoją powieść, potem chciałam by dziennikarką i pisać do gazety, ostatecznie uznałam, że nawet porządnego opowiadania nie jestem w stanie sklecić, a co dopiero takie projekty. Kiedy sama do siebie mówię w myślach wydaje mi się, że całkiem ładnie klecę zdania, ale jak potem na głos czytam swoje blogowe wypociny ogarnia mnie lekka żałość. Chyba za mało wierzę w to, że czytanie mnie jest przyjemne, a kto by chciał czytać blogera z nieprzystępnym stylem?

writing-topics

Social Media

Facebook, Instagram, Snapchat, Twitter, Pinterest… tyle mniej więcej ogarniam. Tzn ogarniam co to jest, jak się tego używa, mam tam swoje konta i aktywności. Ale te aktywności nie są tak zaawansowane jak większości blogerów, których twórczość czytam. Prowadzenie fanpage swojego bloga? Ok, założyłam coś takiego, ale bardziej po to by zrealizować warunek zaliczenia przedmiotu na studiach niż by zdobyć popularność i czytelników. Niby wiem, że to potrzebne bo dzięki funkcjom udostępniania, komentowania i „lajkowania” coraz szerze grono osób dowiaduje się o moim istnieniu w Sieci, ale z drugiej strony… jaka jest definicja bycia fanem? Fanem jest się kogoś uznanego, zasłużonego, a nie szarej myszy, którą czyta może kilku znajomych i to jeszcze takich, którym się przypomni. Poza tym o czym niby pisać na tych wszystkich portalach? O newsach na blogu? Całe 7 dni po 2-3 razy dziennie wrzucać wpis typu „wow, czytajcie mój wpis o kabaczkach!”? Raczej trzeba szukać nowości i ciekawostek ze swojej „dziedziny bloga/zainteresowań” by coraz więcej osób kojarzyło Twoje konto np na facebooku z jakimś kanałem informacyjnym, który zawsze coś ciekawego podeśle. To trudne, takie szperanie gdy się nie ma czasu!

social-media-image

Konkurencja

Pamiętam rozmowę sprzed prawie 2 lat z pewną pracownicą Centrum Sztuki Współczesnej w Toruniu. Podobno te kilka/kilkanaście lat temu pracę w CSW otrzymała m.in. dlatego, że wiedziała jak stworzyć bloga i na nim publikować. W tamtych czasach blogowie media nie były jeszcze tak popularne. Żadnym znanym markom nie przychodziło do głowy fundować usług i produktów prywatnym osobom, które w ramach zapłaty napiszą pochwalny post na swoim blogu, a liczni jego czytelnicy sięgną po przedmiot reklamy. Pomyślałam sobie wtedy, że „ech kurcze, szkoda, że ja się nie załapałam na taki etat”. W podstawówce i gimnazjum byłam jedną z nielicznych osób w swoim środowisku, które w ogóle potrafiły poruszać się po Internecie. W liceum niby stało się to bardziej popularne przez Naszą Klasę, ale w kwestii posiadania licznych blogów o pamiętnikowej naturze byłam ekspertem. Gdy w końcu dojrzałam do założenia dojrzałego, przemyślanego bloga o konkretnej tematyce, okazało się, że jest to bardziej popularne niż chodzenie do kina (ok, przesadziłam trochę) i że „umiem w blogi” to już nie jest żaden wyczyn czy atut, a po prostu „normalna umiejętność”.

Bloggers-Rights

Etat?

Nigdy (nie mów nigdy!) nie będzie tak, że będę siedzieć w domu cały dzień, ewentualnie jeździć po świecie i jako pracę traktować pisanie bloga. Chyba, że wygram w totka tak dużo, że nie będę się przejmować miesięczną pensją. Blogerzy, którzy są dziś popularni, moim skromnym zdaniem, albo mają dłuższą dobę, albo jakieś niesłychane fory u Koordynatora d. s. Istnienia. Nie sądzę by dało się pogodzić pracę i te wszystkie cechy blogera, czyli aktywność w social media, talent do klecenia zdań, czas na współpracę z innymi blogerami/osobami związanymi z branżą i ogarnianie nowinek technologicznych/szablonów/grafiki.

Oto 5 powodów, przez które jestem taka nieaktywna. Czasami mam wyrzuty sumienia, że przez tydzień nic nie opublikowałam, czasami, że nie zajrzałam na funpage. Dziś publikuję taki wpis ponieważ stwierdziłam, że napiszę go trochę pamiętnikowo, trochę cyberkulturowo, a nie „komercyjnie”, czyli „po to by mieć ciekawą aktywność na blogu”. Dzisiejszy wpis ma na celu wyłącznie dać upust mojej potrzebie wysłowienia się na temat blogowania ogólnie.

  • Każdy pisze jak może. Brak czasu technicznie jest nie do rozwiązania, bo czasu się nie rozciągnie, ale z doświadczenia wiem, że jak się zajęcia, obowiązki i całą resztę dobrze poukłada, to się uda. Masz coś takiego jak terminarz/kalendarz?? To pomaga poukładać i nie zapomnieć.

    • Terminarze i kalendarze mam, ale o ile uwielbiam ich kolorowe okładki albo sam fakt bycia funkcjonalnymi, o tyle ciężko mi używać ich dłużej niż tydzień. Z każdym tygodniem jednak zdaje się, że potrzebuję ich coraz bardziej, więc dzięki za radę, z pewnością w końcu się wciągnę 😀