Pisałam już kiedyś, że ja seriale oglądam w kratkę. Nie muszę być na bieżąco z najnowszymi odcinkami, nie mam parcia na obejrzenie wszystkich hitów popularności. Ostatnio jednak przyszła pierwsza w moim życiu serialowa jesień i tak jak nigdy tego nie robiłam, tak teraz mam dosłownie cały folder z tytułami, które oglądam, nadrabiam i chcę nadrobić. Zdaję sobie jednak sprawę, że pisanie np o drugim sezonie Suits nie ma sensu, gdy wyemitowano ich już pięć. Dlatego moja nowa forma recenzji obejmie dziś Daredevila, serial z  póki co jednym sezonem, który niedawno sobie obejrzałam. Do dzieła!

netflix-daredevil-psoter

#Fabuła

Miłośnicy marvelowskich ujęć superbohaterów z pewnością zostali zaspokojeni. Schemat bycia wyjątkowym mścicielem przez głównego bohatera posiada wszystkie wymagane cechy. Tragiczny w skutkach wypadek, który zmienia całe życie, nieszczęście rodzinne, nabycie właściwości sprawiających, że jest się w pewnym sensie „super” i… tak jak to zwykle bywa przy filmach o superbohaterach, muszą oni bronić swojego miasta, uciskanego przez przestępczość różnoraką. W tym wypadku mamy Hell’s Kitchen (nie, Gordona Ramseya tam nie uświadczycie), dzielnicę Nowego Jorku i niewidomego prawnika, który nocą zakłada czarną maskę i eliminuje przestępczość. Świadectwo o niepełnosprawności? Po co skoro ma się tak bardzo wyczulone pozostałe zmysły, że jest jest skuteczniejszym od wojska? Dyplom prawniczy? Nie na wszystko jest paragraf i nie zawsze istnieją dowody. Matt Murdock (Charlie Cox) nawet nie próbuje żyć wyłącznie z renty, gania po dachach swojego miasta i łapie wszystkie mafie po kolei, rosyjską, chińską, japońską i amerykańską. Wspominałam, że on jest jeden, a mafie działają razem?

fig

#Ten Zły

Koalicja mafii pod przewodnictwem Tego-Kogo-Imienia-Nie-Można-Wypowiadać, czyli Sami-Wiecie-Kogo. Nie wiecie? Wilson Fisk (Vincent D’Onofrio) dba by nikt nie wypowiadał jego nazwiska i jest chyba najciekawszym, zaraz po Lokim (i trochę tez po Ultronie, którego potencjału film nie wykorzystał), marvelowski antagonistą. Z jednej strony wzbudzający politowanie grubasek-bobasek, który zapomina języka w gębie, gdy mówi do niego ładna babka, a z drugiej strony okrutny zwyrodnialec ucinający głowy drzwiami samochodu „bo  mu przeszkodzono w randce” (z drugiej strony, skoro tyle go kosztowało doprowadzenie do tej randki to każdy by się wkurzył). Fisk ma bardzo ciekawą genezę stania się „tym złym”, oraz ciekawe przemiany przechodzi też w ciągu samego serialu. Pikanterii dodaje jego kolorowy support, czyli najlepszy przyjaciel/adwokat diabła, ninja z Yakuzy, emerytowana boss chińskich mafioso, dwóch rosyjskich bojowników i księgowy z Wall Street.

fisk

#Miłe Zaskoczenie

Jessica! Ktoś oglądał serial True Blood i pamięta rudą wampirzycę, która wypiła wróżki i była przyszywaną córką żenującego Billa Comptona? Tak! W Daredevilu zobaczyłam ją pierwszy raz po dwóch latach, czyli zakończeniu serii o krwiopijcach z luizjańskich bagien. Od razu polubiłam Karen (Deborah Ann Woll) i odetchnęłam z ulgą, gdy nie okazała się epizodem, a dołączyła do prawniczego teamu Murdocka. Razem z „Foggym” (Elden Henson) stanowią ciekawą odskocznię i alternatywę dla tytułowego Daredevila, którego metody walki z przestępczością sprowadzają się do skopania tyłka. Ich dobre duszyczki i zdeterminowanie, że jako prawnicy (i asystentki) mogą zdziałać cuda jest urocze i fajnie się ogląda.

karen

#Największy Przystojniak

Tytuł Największego Przystojniaka wędruje oczywiście do Matta Murdocka, ale koniecznie ubranego w swój strój mściciela. I tutaj od razu zaznaczę, że moment, w którym Daredevil wystąpił w nowym przebraniu, czyli tym czerwonym kubraczku diabła, był najsmutniejszym fragmentem serialu, bo wiedziałam, że nie wróci już seksowna czarna maska, która absolutnie mnie w sobie rozkochała. Śpieszmy się uwielbiać epickie kubraczki, tak szybko zastępują je fatalne. Murdock interesująco też wygląda incognito w ciemnych okularach, ale gdy je zdejmie… ech, oczy skrzywdzonego szczeniaczka bez względu na to w jakiej sytuacji się znajduje. Team Murdock! <3

daredevil-suit

#Trzymaj Mnie Bo Nie Wytrzymie!

Wspominałam, ze Wilson Fisk miał problem z zapraszaniem babek na randki. Otóż w końcu jedną zaprosił. Na swoje szczęście i moje nieszczęście bo niestety babka została z nami na dłużej. Nie pomógł fakt, że była pracownicą galerii sztuki (jako i ja!), że nosiła broń w torebce i miała fajne nogi. Nie! Po prostu kreacja tej bohaterki, jej reakcje na różne sytuacje związane z randkowaniem z przestępcą takiej rangi, totalnie mnie irytowały. Ja ogólnie jestem wyczulona na punkcie kobiecych bohaterek i jak jakaś mi nie podpasuje to sorry, ale hejtuję na całego. Taki los spotkał Vanesse (Ayelet Zurer) i raczej w kolejnych sezonach nie zmienię podejścia.

vanessa

#Facepalm

Pacnęliśmy się z Rogerem w twarze w tym samym momencie raptem tylko raz ponieważ ogólnie serial jest bardzo fajnie zrobiony, fabuła się ładnie klei i zazębia, a sylwetki bohaterów satysfakcjonują. Niestety szablonowe teksty „to miasto jest za małe dla nas dwóch”, albo „to moje miasto i będę go bronił” i obowiązkowy slow motion przy następującym po tej frazie ciosie… Przyznaję się, że często spodoba mi się kicz w sztuce, ale niestety ten kicz mnie nie kupił (bo uważam to za kicz, mam prawo!).

city

#Gęsia Skórka

W Hannibalu (taki serial, hehe) jest dużo krwi, wnętrzności i przemocy. Ale podaje się to na pięknej tacy przybranej sałatą i kwiatkami z pomidorów. Chociaż nie lubię takich widoków to oglądam bez odwracania wzroku. Daredevil oferuje o wiele mniej makabry, w zasadzie ilość jest przeciętna, ale wszystkie momenty bijatyk mroziły mi krew w żyłach i cierpła mi szczęka. Wszystko dlatego, że każde wyłamanie ręki, nabicie się okiem na stalowy pręt, czy odrąbanie głowy drzwiami samochodu to były sceny dynamiczne, gwałtowne i bardzo… udźwiękowione. 1/4 serialu bolały mnie zęby od oglądania tej makabry :<

#Ocena

8/10. Wszystko fajnie, przyjemnie, byle tak dalej. Nawet to co w powyżej ocenie miało wydźwięk negatywny po podsumowaniu składa się na wysoką ocenę serialu. Polecam fanom nie tylko Marvela, ale w zasadzie każdemu (nie pokazujcie tego dzieciom!). Sezon zakończył się na tyle fajnie, że spokojnie wytrzymam do kwietnia 2016 roku (nie jak w przypadku Gry o Tron, kiedy to zjada mnie ciekawość czy Jon Snow wróci do żywych!).