Przymiarki do tego wpisu określały, jakoby tekst miał dotyczyć tego, jakie seriale oglądam tej jesieni (ponieważ to moja pierwsza true serialowa jesień życia). Kiedy jednak wypisałam wszystkie szalone trzy tytuły październikowych serii, temat zdecydowanie zboczył z głównej drogi. Co łączy The Walking Dead, iZombie i American Horror Story? Zdecydowanie tematyka dość upiorna, straszna i przerażająca, oraz fakt, że wszystkie trzy seriale ruszyły z kolejnymi sezonami w październiku, na miesiąc przed świętem Halloween. Ostatecznie jednak nie napiszę ani o sierialowej jesieni, ani o trzech serialach na halloweenową modłę, ani nawet o samym Halloween. Napiszę o „hejcie” tyczącym się tego święta z „H” na początku nazwy, oraz pewnego czarodzieja z imieniem na literę „H”.

pussy

Zaczęło się od poszukiwań tematu zajęć dla dzieciaków, które przychodzą do Galerii Sztuki, gdzie pracuję, na zajęcia plastyczne. Warsztaty odbywały w piątek, dzień przed Halloween i 2 dni przed polskim świętem Wszystkich Świętych. Znalazłam sporo inspiracji, ale zdecydowałam się na pewną zabawę: każde dziecko miało wylosować inne dziecko z grupy, a potem wylosować jeszcze motyw halloweenowy, czyli np ducha, wampira, czarownicę, aby potem narysować swojego kolegę w takim odświętnym wydaniu. Postanowione, to się odbędzie. I jakieś 5 minut później, przeglądając facebooka natrafiłam na wydarzenie „NIE obchodzę Halloween w Polsce, nie pozwalam na to dziecku”. Ok… poczytałam sobie o założeniach i stwierdziłam, że przy swoim wyborze zadania plastycznego zapomniałam o ważnej rzeczy – o rodzicach, którzy ostatnimi czasy negują szczepienia, obiady przedszkolne bo dziecko to wegetarianin, oglądanie telewizji i bajek dłużej niż 15 minut dziennie… ech.

Ostatecznie przeprowadziłam zajęcia tak, jak je zaplanowałam. Dzieciakom się podobało, rodzice nie kręcili nosami, ale nie mogę powiedzieć, żeby wszyscy wyglądali na zadowolonych. Jedna z dziewczynek powiedziała, że tego dnia miała w szkole przebieranki, jej klasa przebrała się na Świętych, a ona była Świętą Łucją. Pomyślałam sobie, że…

Kłócą się we mnie dwa powołania, pedagogiczne i eventowe. Jako licencjonowany nauczyciel przedszkolny i wczesnoszkolny wiem, że należy pielęgnować w dzieciach poczucie odrębności narodowej, znajomość ojczystej tradycji i szacunku dla własnej kultury. Jednak jako animator kultury chciałabym, żeby dzieciaki miały jak najwięcej okazji do zabawy i poznawania też zwyczajów odmiennych kultur. Najchętniej połączyłabym to wszystko i pozwoliła dziecku jednego dnia się pobawić, a drugiego potowarzyszyć rodzinie w zadumie listopadowego święta.

mandaryny

Moje ulubione mandarynki w postaci dyń! (autorką zdjęcia jest Dorota Korczyńska z Działaj społecznie i skutecznie)

Halloween to stare święto. Ciężko jest jasno określić skąd i od czego się wywodzi, ale najczęściej jest wiązane z celtyckim świętem Samhain, kiedy to rzekomo zacierała się granica między światem żywych i umarłych. Rytuały i tradycje przetrwały wieki, aż do dziś. Halloween to jedno z najpopularniejszych świąt w USA, Kanadzie, Wielkiej Brytanii i Irlandii, zaraz po Bożym Narodzeniu. Oczywiście w Polsce, kraju jakże chrześcijańskim i katolickim, nie obchodzi się tego święta ponieważ Kościół Katolicki potępił je i w 998 roku wprowadził swoje święto – Dzień Zaduszny.

Ech, ok. Trzeba się umartwiać, żyć pobożnie by zasłużyć na Niebo, w którym czeka nas nagroda za dobre sprawowanie. Tak można podsumować polską religię, gdy patrzy się na całą krytykę wszystkiego co jest zabawą dotykającą „magii”. Chociażby taki Harry Potter, który został zlinczowany przez chrześcijańskich fanatyków. Jakie to szczęście, że moi rodzice chociaż wierzący ludzie, nie mieli problemu z tym, że ja i moje rodzeństwo czytamy o przygodach nastoletniego czarodzieja. Ba! Oni nawet oglądają filmy o nim w niedzielne wieczory (Czarę Ognia oglądaliśmy wspólnie właśnie pierwszego listopada – dziś!). Dla porównania dodam, że o ile ci sami rodzice pozwalali nam robić sobie przebrania na Halloween, w szkole uczestniczyć w lekcjach o tej tradycji, o tyle grozili palcem, gdy padał pomysł by iść do sąsiadów z tekstem „cukierek albo psikus”. Rozumiem ich, bo poznawanie i próbowanie obcej kultury poszerzało nam horyzonty, kusiło by czytać książki, rozbudowywać wiedzę. Ale wplątywanie naszych sąsiadów, niekiedy starsze osoby, w obyczaje dla nich obce nie wchodziło w grę. Straszenie biednych babć i wymaganie by dały cukierki, kiedy w domu tylko chryzantemy złociste i znicze…

kościół

Nie potwierdzam autentyczności, ale w Internecie roi się od takich „demotów” i w okresie halloweenowym łatwo trafić.

W sobotę jechałam autobusem do domu, godzinka drogi, może półtorej. Przez połowę trasy słuchałam (chcąc nie chcąc) rozmów telefonicznych innych pasażerów. Polka mieszkająca w Szwecji przyjechała do rodziny. Jutro na groby, a potem maraton odwiedzania krewnych i przyjaciół. Przywiozła dobrą szwedzką wódeczkę. Wujkowi zasmakuje, a jak będzie chciał więcej to na Gwiazdkę dowiezie. Nie mam nic przeciwko takiej rozmowie i takiemu podejściu do sprawy, ale serio… w czym jest lepsze traktowanie świąt jako okazji do rodzinnych spotkań i napicia się wódki, od przebrania się za czarownice, wycięcia dyni i dostania kilku cukierków? Lepiej pielęgnować polską kulturę picia wódeczki przy byle rodzinnym (i nie rodzinnym) spotkaniu, czy pozwolić się dziecku pobawić i poznać przy okazji odrębną kulturę? No bo przecież chodzi o dzieci. Dorosłym się nie chce przebierać, a młodzież potraktuje Halloween jako okazję do kolejnej imprezy ze znajomymi, tylko tym razem wszyscy dadzą sobie zrobić przerażający makijaż. Halloween nie zmieni podejścia do życia, nie nawróci na pogańską wiarę, nie sprawi, że pół miasta z dnia na dzień stanie się satanistami i okultystami.

Pamiętam, że jak sama chodziłam do podstawówki to poznawałam Halloween na lekcjach języka angielskiego. Na religii kolorowaliśmy znicze, na godzinie wychowawczej odbywał się spacer na pobliski cmentarz i sprzątanie jednego zapomnianego, zaniedbanego grobu. Jak dla mnie – spoko. Dzisiaj za to mamy wciąż i wciąż podkreślaną grubą linią wyższość polskich świąt – Wszystkich Świętych i Zaduszek, nad zagranicznymi ORAZ stawianie Halloween w świetle praktykowania pogańskiego zabobonu. Organizowanie konkurencyjnej szkolnej imprezy i przebieranie dzieci za Świętych jest fajne i kreatywne, urozmaica życie w szkole. Jeśli jest poprowadzone w duchu tolerancji dla Halloween to jest mi aż szkoda, że sama nie miałam tego w szkole.

NO A TEN PRZEKLĘTY HARRY POTTER?

natanek

O nie… ja też O.O’

I wcale mną Szatan nie miotał. Nie ciskał mną po ścianach kościoła i nie wykrzykiwał moimi ustami przekleństw. Dla mnie była to piękna i ciekawa opowieść o przyjaźni i wielu innych aspektach. Akurat tak się przytrafiło, że czytałam jeden tom na rok, a zaczęłam mając lat dokładnie tyle samo co główny bohater. Można powiedzieć, że dorastałam wraz z Harrym, a nawet, że podobnie patrzyliśmy na jego problemy. Np dopiero przy czytaniu ostatnich tomów zauważałam, jak dziecinnie myślałam, gdy czytałam pierwsze. Moją ulubioną postacią stał się ostatecznie profesor Severus Snape, który na początku przygody z serią o nastoletnim czarodzieju był oczywiście przeze mnie znienawidzony i podejrzewany o cało zło, a gdy zabrałam się za Insygnia Śmierci… serce mi zmiękło, oczy się spociły. Cóż, Snape był bogatą w przemiany, problemy i emocje postacią, nie był płytki i pozornie ciekawy. Myślę, że można na jego temat napisać solidną pracę maturalną.

Moja przygoda z czytaniem Harrego Pottera się nie skończyła. Kiedyś kupię sobie wszystkie tomy ale w tym najnowszym wydaniu z rysunkami. I będę czytać moim dzieciom, a potem wnukom! Filmy lubię do dziś sobie oglądać. Albo rodzinnie, albo dla odstresowania się w trakcie sesji egzaminacyjnej. Harry nie zrobił mi nic złego i nie sądzę by zrobił komukolwiek. A może po prostu byłam takim inteligentnym dzieckiem i miałam świadomość, że to tylko bajka i nie ma się co spodziewać listu z Hogwartu? Natknęłam się kiedyś w domu znajomego rodzica na książkę wydaną przez jakieś katolickie media. Mówiła ona o tym, że Harry Potter to niepokój wchodzący do naszych domów. Nigdzie w prost nie napisano tam, że SZATAN I ZŁO, ale sugerowano rodzicom, że lepiej by oszczędzili tej lektury swoim pociechom. Zamiast się oburzyć, pomyślałam sobie, że „ok, są rodzice, którzy boją się, że ich dzieci po przeczytaniu tej książki zaczną wyznawać zabobonną magię i będą ją cenić bardziej niż wiarę w Boga. Ok, może tak być. Niech więc ci rodzice zadbają o to by dziecko nie zwątpiło w to co ważne, a fikcję literacką potraktowało odpowiednio. Na tym polega rola rodzica, żeby pokazać co jest dobre, a co złe. Harry Potter zły nie jest jeśli potrafi się to pokazać”.

Z Halloween jest tak samo. Jak rodzic potrafi rozsądnie podejść do tematu to i wilk syty i owca cała. Czyli i kreatywna zabawa i czas na szacunek dla zmarłych. Wszystko można jak się chce. Jeśli się chce.