GEEK GIRLS CARROTS to inicjatywa zrzeszająca kobiety zainteresowane nowymi technologiami i branżą IT. Oczywiście to taka najprostsza definicja, która przychodzi mi do głowy, bo kiedy myślę o tej działalności, widzę rozsiane po świecie kobiety – pasjonatki – zdobywczynie, nieustępujące pola mężczyznom w dziedzinach technologicznych, komputerowych, programistycznych itp. Ten „ruch” nie tylko zrzesza, ale też zaraża, ponieważ z opowieści i malutkiego doświadczenia własnego wiem, że organizowane przez GGC prelekcje i warsztaty są ultra ciekawe i pasjonujące. Ja miałam przyjemność zawitać do tego środowiska pierwszy i na 100% nieostatni raz właśnie wczoraj.

miniaturki_kadr

Uwielbiam spotkania w toruńskiej Hanza Cafe. To nawet nie jest kwestia pysznej kawy i pięknego wystroju wnętrza, który łączy nowoczesność z pewnymi tradycjami (co oczywiście wpływa na całokształt). Głównie chodzi o atmosferę tego miejsca. Wchodzę, zamawiam kawę, idę schodkami w dół i nagle znajduję się w świecie prowokującym do działania, pobudzającym kreatywność i sugerującym mi „hej, fajnie, że jesteś, siadaj tutaj i osiągnij sukces”. Jest kilka miłych, relaksujących miejsc w Toruniu, ale jeśli nie zależy Ci wyłącznie na wypiciu kawy z przyjaciółką i plotkach, to koniecznie przyjdź do Hanzy – zastrzyk mobilizacji już od progu. Nic więc dziwnego, że właśnie tutaj mają miejsce Carrotkowe spotkania, organizowane przez koordynatorkę GGC i właścicielkę Hanza Cafe w jednej osobie – Beatę Young.

W tytule posta wpisałam, że jest to „mini relacja”, ponieważ nie czuję się jeszcze dość ogarnięta z tematem by pisać obszernie. Może po kolejnym spotkaniu trzasnę tutaj coś extra. Tymczasem coś pouczającego…

W piątki kończę pracę o równej 18:00 więc na spotkanie Carrotek wpadłam spóźniona całe 10 minut (z miejsca pracy do Hanzy mam jakieś 100 metrów). Nie lubię się spóźniać bo nie lubię na siłę szukać sobie miejsca, ale ostatecznie uwiłam sobie gniazdo w pierwszym rzędzie (takim dostawionym). Już od progu powitał mnie szeroki uśmiech Pani Beaty i trwająca prelekcja pierwszej prelegentki…

12286063_1060382180661192_454130243_n

O pierwszej prelegentce (na zdjęciu w środku), Lidce Krystoforskiej, czytałam tydzień wcześniej. Lokalna gazeta umieściła z nią wywiad, który mnie zachwycił. Lidka (i w wywiadzie, i w prelekcji) opowiedziała trochę o swoim zawodzie Agile Coacha, czyli – w moim rozumieniu – osoby wspierającej i moderującej pracę zespołów (w jej przypadku są to zespoły programistów), by pracowało im się sprawniej. Jako, że jest również wielbicielką nowych technologii to posłuchałam też o przydatnych, usprawniających życie zawodowe i codzienne, aplikacjach na telefon. Prelekcja wygłoszona rewelacyjnie. Pełen profesjonalizm. Zjadała mnie zazdrość, że nie potrafię tak rzeczowo, konkretne i zarazem ciekawie opowiadać. Z jej wypowiedzi wyniosłam dwie nauki:

  • Może nie skończyłam kierunku technicznego i nie jestem ścisłym umysłem, ale chciałabym wykonywać zawód Lidki. Jest tak społeczny, jak tylko może być moja wymarzona praca i dotyka branży IT, która (jak się nagle okazało ku mojej uciesze) nie jest przede mną zamknięta.
  • Wiem, że mój mężczyzna mnie czasami nie słucha. Jako humanista ze słowotokiem jestem niezrozumiała dla jego programistycznego umysłu. Powinnam mówić trochę zwięźlej i konkretniej. Tak podobno trzeba z ludźmi z tej branży.

Drugą prelegentką (na zdjęciu po prawej) była moja imienniczka, Izabela Bielicka. Jej wypowiedź dotyczyć miała coachingu, ale usłyszałam też o jej drodze do sukcesu i pełnej samorealizacji. Izabela jest magistrem sztuki i przez pewien czas po prostu pracowała w zawodzie, aby nagle zmienić całkowicie swoje życie i zająć się coachingiem. Obecnie prowadzi szkolenia dotyczące rozwoju osobistego i specjalistycznego. Jest panią swojego czasu i najbardziej elektryzującą osobą, którą poznałam do tej pory. Z jej słów pewną naukę dla siebie:

  • Nic nie stoi na przeszkodzie by pewnego dnia całkowicie odmienić swoje życie. Co z tego, że skończyło się konkretne studia i przez lata pracowało się jako muzyk (nawet osiągając sukcesy), skoro zawsze można diametralnie zmienić zajęcie. Swego czasu miałam kaca moralnego, że poświęciłam lata na studiowanie pedagogiki i dziś nie wiążę z nią przyszłości (nie całkowicie). Już tego kaca nie mam!

Jako trzecia wystąpiła Nina Szemraj (na zdjęciu po lewej), która opowiedziała o prowadzeniu strony internetowej w turystycznej oazie. Była to bardzo ciekawa prelekcja, ponieważ Nina jest kobietą, która przez 40 lat prowadziła warsztat dziewiarski, a od jakiegoś czasu własny biznes – udostępnia piękne apartamenty na łonie przyrody, które odwiedzają goście z całego świata. Współpracuje z holenderską firmą, która jej oczywiście pomaga, ale stara się osobiście obsługiwać nowe media tworzące jej biznes. Czy to metodą prób i błędów, czy to szukając wsparcia u wnuków, jej strona internetowa nie odstaje od innych profesjonalnych miejsc w sieci. Ta przesympatyczna kobieta udowodniła mi pewną rzecz:

  • Nieważne, że się czegoś nie potrafi. Jeśli się bardzo chce i ma się pozytywne nastawienie „musi się udać!”, jeśli potrafi się prosić o pomoc i szuka się rozwiązań, albo samemu próbuje się przez cały czas, to wszystko da się osiągnąć. Czasami dopiero w czasie emerytury, ale każdy moment na spełnienie jest dobry.

Po zakończeniu części prelekcyjnej odbył się konkurs. Wszyscy uczestnicy wrzucili swoje wizytówki (albo podpisane serwetki, w przypadku moim i innych bezwizytówkowców) do „maszyny losującej”. Loterię zainicjowała Izabela Bielicka i ona zapewniła nagrody: płytę z piosenkami dla dzieci (z czasów gdy czynnie pracowała jako muzyk), oraz voucher na pojedyncze spotkanie coachingowe, prowadzone przez siebie. Serwetkowe szczęście było po mojej stronie. Wygrałam płytę! Natomiast moja koleżanka, Magdalena (również serwetka), została szczęśliwą posiadaczką vouchera.

A potem wszyscy się na siebie rzucili! Komentarze, refleksje, nowe znajomości. Chciałam ukradkiem się wymknąć, ale jakoś tak zagadałam się z Magdą o programowaniu, potem dołączył do nas Leszek z Uniwersytetu Gier, potem pani Beata Young zapytała mnie o wrażenia i sobie poplotkowałyśmy, a na koniec zamieniłam dwa zdania z Lidką Krystoforską (dostałam nawet adres e-mail zapisany OCZYWIŚCIE na serwetce, bo jestem takim nieogarem, że się nie przygotowałam na taką okoliczność).

Reasumując: nie wiem jak mogłam przez praktycznie 2 lata wiedzieć o tych eventach, a nie uczęszczać na Carrotkowe spotkania. Od teraz będę starała się nie przegapić ani jednego GEEK GIRLS CARROTS!

plyta

O, a to moja nagroda konkursowa, co to ją zgrabnie wygrałam drogą losowania!