Anetę Jadowską poznałam w ciekawych okolicznościach. Chociaż od lat mieszkamy w tym samym mieście, musiałam jechać aż do Rybnika, by dowiedzieć się o jej istnieniu. W tamtejszym Empiku kupiłam Złodzieja Dusz. Skusiła mnie ciekawa okładka i fraza „magiczny Toruń”. Przeczytałam jednym tchem, pożyczyłam książkę moim przyjaciółkom, Mrówce i Charming Ginger, usłyszałam piski zachwytu jako opis wrażeń i… i wtedy zaczęłyśmy śledzić Anetę w Internecie. Do psychofanek nam daleko, ale od pierwszych chwil ze Złodziejem Dusz jesteśmy z twórczością Anety bardzo blisko i zawsze na bieżąco. Samą autorkę darzymy ogromną sympatią i jesteśmy szczęśliwe, że ona sama też nas troszkę lubi. Na potwierdzenie mamy jedno z opowiadań ze świata Thornu. Tak tak, dedykacja dla trzech wiedźm w Ropuszkach to właśnie o nas! Nic więc w tym dziwnego, że gdy Aneta zadzwoniła do mnie i zapytała czy mam ochotę zorganizować grę miejską z okazji premiery nowego Witkaca, to chętnie się zgodziłam.

https://www.instagram.com/p/BAha7b_KfTA/?taken-by=czarnykotu

Obchody premiery Szamańskiego Bluesa zaczęły się dla mnie w piątek wieczorem, kiedy to skończyłam pracę o 18:00 i potuptałam do Empiku na toruńskiej starówce. Dotarłam na miejsce jakieś 10 minut po rozpoczęciu spotkania i Aneta już była w swoim żywiole, opowiadając ciekawe anegdotki i energicznie przy tym gestykulując. Na miejscu był mój Roger, szefowa programu Coperniconu Marta, była też Piekielna, Kometa z portalu Gavran, przedstawiciele wydawnictwa Fabryka Słów i całkiem sporo osób znanych mi i nieznanych. Wszyscy świetnie się bawili słuchając Anety, a później mieli okazję zdobyć autograf i pamiątki w postaci przypinek i smyczek. Po wszystkim zostawiliśmy Anetę na „pastwę” swoich wydawców, a sami udaliśmy się na kolację, kawę i ciacho. Przecież następnego dnia czekało nas jeszcze więcej roboty.

https://www.instagram.com/p/BAlYi9FqfRL/?taken-by=czarnykotu

W sobotę znów siedziałam w pracy, ale jak tylko nastała odpowiednia godzina, spakowałam torbę i pobiegłam do najstarszej toruńskiej księgarni fantastycznej Hobbit. Tam właśnie odbywał się drugi dzień obchodów premiery. Aneta podpisywała książki licznie zebranym fanom, a ja wraz z moją dzielną ekipa, dopinaliśmy ostatnie guziki gry miejskiej. Z Charming Ginger, Mrówką, Kometą i Rogerem rozbiegliśmy się po starym mieście, zajmując miejsca i wchodząc w rolę. Cztery drużyny znawców heksalogii i opowiadań o Dorze Wilk ruszyły w teren, by kierując się wskazówkami z kopert odszukiwać nas w uliczkach, wykonywać zadania i zdobywać punkty. Kiedy wypuściłam ostatnią ekipę, również wróciłam do Hobbita. A tam w sumie końcówka spotkania. Zwycięska drużyna dawno już zgarnęła główne nagrody, nowe opowiadanie Anety też już odczytane (szkoda, że przegapiłam!) i prawie wszystkie ciastka zjedzone. Zrobiliśmy sobie jeszcze kilka pamiątkowych zdjęć i we wcale nie tak małym składzie, udaliśmy się zjeść zasłużony obiad. Towarzyszyła nam oczywiście Aneta, która zamiast wypoczywać, znosiła jeszcze nasz grad pytań i serię zachwytów.

DSC_0205

Kometa jako Roman, Witkac i cała ja!

Gra Miejska to nic innego jak pewnego rodzaju podchody, z tą różnicą, że drużyn może być więcej niż dwie i nie wchodzą one sobie w drogę. Owszem, rywalizują, ale nie mają zadania utrudniać sobie nawzajem, lub wprowadzać w błąd. Dla mnie najbardziej optymalnym rozwiązaniem jest od 3 do 5 drużyn po 3 do 5 osób. W przypadku Gry Miejskiej, którą zaprojektowałam z okazji premiery Witkaca, przewidziałam 4 drużyny po 3 osoby. Dlaczego tak?

Gra miała być dodatkową atrakcją, taką na pół godziny. Nie mogła mieć więc dużej ilości punktów do odwiedzenia (każdy punkt to zadanie do wykonania). Wytypowałam 4 przystanki w mieście + start i meta.

  1. Start – Charming Ginger wcieliła się w Dorę Wilk. Wprowadziła uczestników w klimat, opowiadając im historię o magicznym portalu pod podłogą księgarni, uświadomiła im, że wcielają się w role adeptów magicznej szkoły policyjnej i mają pomóc Dorze w wyłapaniu bestii, które uciekły portalem do Torunia. Drużyny dostały koperty ze wskazówkami gdzie mają się udać, a sama Dora zostanie i spróbuje zabezpieczyć portal.
  2. Roman – Kometa wcieliła się w Księcia Wampirów i stanęła obok Pałacu Dąbskich, który w Thornie jest rezydencją Romana. Gdy drużyna odgadła wskazówkę i znalazła Kometę, ta dała im zadanie. Pieśnią godową mieli wywabić z pałacu magiczną bestię, a w zamian dostać kolejną kopertę i małe origami, symbolizujące ukończenie zadania.
  3. Miron – Mrówka odegrała rolę Księcia Piekieł. Podpowiedź w kopercie wiodła do Hotelu 1231, obok którego znajduje się przezroczysta kładka nad strumykiem. Kto czytał heksalogię powinien kojarzyć miejsce spaceru Dory i Mirona. Tam właśnie Mrówka rzucała wyzwanie w postacie układanki słownej i rebusu. Trzeba było wykazać się spostrzegawczością.
  4. Katia – ja, Czarny Kotu we własnej osobie, wcieliłam się w przyjaciółkę Dory, której szukać należało pod Ratuszem, obok wejścia do dawnego lokalu Niebo, wspominanego często w heksalogii. Katia prosiła o sporządzenie składnika zaklęcia przywołującego jej szpadel. Należało narysować Buffy i nadać jej odpowiedni dla Katii charakter.
  5. Witkac – Roger odegrał rolę szamana. Ubrał fedorę i stanął pod Kościołem Marii Panny, czyli w miejscu, w którym przebywał opętany ksiądz z Egzorcyzmów Dory Wilk. Witkacemu należało przynieść odpowiednią mieszankę ziół, które pomogą mu obłaskawić rozgniewanego ducha. W zamian za dobrze wykonane zadanie, tak jak w powyższych przypadkach, otrzymywało się kopertę ze wskazówką i origami.
  6. Meta – ostatnia koperta nakazywała wrócić do księgarni i zdać raport Dorze. Pierwsza drużyna, która ukończy całą trasę i przyniesie wiedźmie komplet czterech origami, symbolizujących ukończenie wszystkich zadań, wygrywa grę.

Wedle moich przewidywań gra potrwała około 40 minut. Gdyby pojawiło się więcej przystanków, można byłoby spotkać więcej bohaterów z serii i wykonać więcej zadań, ale takie atrakcje to raczej na cieplejsze miesiące. Poza tym, dodatkowi bohaterowie i ich zadania przekładają się na zwiększenie limitu drużyn, bo przy 4 stacjach mogą być maksymalnie 4 drużyny (nie wchodzą sobie w drogę i nie czekają w kolejce do wykonania zadania, gra toczy się płynnie fabularnie i czasowo).

Zrealizowany przeze mnie scenariusz zawierał zadania na kreatywność (zioła dla Witkaca), rysunkowe (szpadel dla Katii), logiczne (rebus u Mirona) i aktorskie (pieśń godowa u Romana). Było wesoło i zabawnie, a w styczniowe mrozy to świetny sposób na rozgrzewkę. Powstało kilka anegdotek i zawiązały się nowe znajomości.

Zostało jeszcze dużo miejsc, które można śmiało wykorzystać w grze miejskiej w klimacie Thornu, więc zapraszam we wrześniu do Torunia. W ramach kolejnej premiery i Festiwalu Copernicon 2016, wraz z Anetą i dzielną ekipą aktorów, zrobimy dla Was kolejną grę, w każdym aspekcie będzie ona #bardziej.

  • Bawiłam się świetnie będąc Dorą chociaż przez chwilę! Świetny tekst i już nie mogę się doczekać Coperniconu!

    • Dziękuję Ci za pomoc i wsparcie! Liczę też na podobne nastawienie w czasie Coperniconu 😀

      • Na Coperniconie będzie więcej, lepiej i bardziej. I może będę wyglądała chociaż trochę bardziej jak Dora? 😀

        • Jeśli wciąż będziesz chciała odgrywać Dorę to jasne, dopracujemy 😉