Wczorajsze walentynki przeżyłam bardzo sympatycznie. Od rana babrałam się w kleju i kolorowym papierze, aż w końcu stworzyłam idealny nerd upominek dla mojego informatyka. Kupiłam prostą, czarną ramkę do zdjęcia, wyjęłam szybkę i włożyłam docięty na wymiar zielony papier (ulubiony kolor Rogera). Ze starej klawiatury wyciągnęłam kilka strategicznych klawiszy i przykleiłam je do kartki w ramce. W efekcie Moja Walentynka dostała upominek odzwierciedlający jego uzależnienie od stukania w klawiaturę, a zarazem wyznanie mojego uczucia.

rogero

LICEUM

To właśnie tutaj zrobiono ze mnie geeka. Nie przez pasjonujące lekcje fizyki, czy literatury, ale przez grę World of Warcraft.

– Albo skończysz grać w głupią grę, albo koniec z nami! – zagroziłam bez litości.

– To ja jutro wpadnę, żeby ci zainstalować! – zaproponował bezczelnie.

Do tamtej pory grałam albo w Simsy, albo w e-sporty, dziwiąc się bratu, że jara go jakaś Tibia. Oczywiście już wtedy interesowałam się fantastyką (Wiedźmin i Achaja moje ulubione tytułu!), ale cała reszta nerdozy była mi obca. Na oczy przejrzałam, gdy poznałam moją licealną miłość, prawdziwego gracza, który pokazał mi czym są RPGi i MMO. Nagle okazało się, że nie muszę już tylko czytać o średniowieczu w podręcznikach i w romansach historycznych. Dzięki grom fabularnym, albo logowaniu się do gry online, mogłam udawać, że w takim fikcyjnym świecie istnieję i nawet mam życie. Dzięki mojej love story z liceum znalazłam swoją niszę i zajęcie na długie lata.

STUDIA

Na kierunku pedagogicznym niewiele pokrewnych dusz znalazłam (kto by dzieci takich głupot chciał uczyć!). Nawet na kulturoznawstwie zdarzały się tylko jednostki, które albo przepadały za Marvelem, albo lubiły pograć w grę. Z resztą, ja i tak ciągle byłam w pociągu, jeżdżąc do mojego ówczesnego partnera, nałogowego gracza, poznanego właśnie poprzez grę online. Jemu zawdzięczam wejście z poziomu szarego n00ba na level Mistrza Gry. Zaczęło się co prawda od prowadzenia eventów w WoWie dla kilku zalogowanych graczy, ale dzięki temu nabrałam chęci na coś bardziej ambitnego i dziś mogę poszczycić się przeprowadzeniem kilku sesji w świecie Monastyra.

Paradoksalnie najwięcej dało mi tutaj rozstanie. W ramach leczenia smutków, zaczęłam pojawiać się w gronie toruńskiego Stowarzyszenia Miłośników Gier i Fantastyki „Thorn”. Z ich głównym projektem, konwentem Copernicon, miałam styczność już wcześniej (zdarzało mi się jeździć po Polsce na tego typu imprezy), ale gdy poznałam ludzi odpowiedzialnych za festiwal, zostałam od razu wkręcona w jego organizację.

4.07_2k15 (48 of 148).jpg

ŻYCIE

Pracując przy Coperniconie i kilku późniejszych projektach, chodząc sobie na cotygodniowe spotkania przy grach planszowych, wygrzebując się z typowego nolife’owania przy komputerze, poznałam Rogera – informatyka, programistę, gracza, fantastę. Przez jakiś czas świetnie wychodziło nam kumplowanie się, ale sorry, jeśli oboje płaczecie z powodu śmierci Jaxa z serialu Sons of Anarchy i przez to macie skopaną resztę dnia to raczej jest coś między Wami.

To dzięki niemu nagrywam podcast, poważnie myślę o nauczeniu się jakiegoś języka programowania,  pokochałam filmy science fiction, nauczyłam się oglądać gwiazdy w czasie spacerów i jarać się Neuroshimą Hex. Uczy mnie, jak grać w skomplikowane gry planszowe, przechodzi mi questy, jak sama nie potrafię, naprawia laptop, gdy nie działa (a ja bez laptopa, jak bez ręki!) i rozbraja mnie swoim poczuciem humoru. Również dzięki niemu prowadzę tego bloga, bo wspiera mnie całym swoim entuzjazmem.

4.07_2k15 (119 of 148).jpg

IGER (czyli Iza i Roger)

Znamy się półtora roku, od roku jesteśmy najlepszymi kumplami, a za jakiś czas będziemy też rocznym związkiem, z którego cieszymy się każdego dnia (dosłownie!). Nasze pierwsze walentynki były cudowne i chociaż stwierdzenie to ocieka przereklamowaną słodyczą, której nigdy nie lubiłam u innych, to w pełni świadomie podkreślam te słowa. Chociaż kolacja we dwoje była, obowiązkowy kwiatek, kino i spacer też, to pierwszy raz w życiu nie potraktowałam tego dnia jako tłustej komercji. Zazdrościłam sama sobie.

* Za zdjęciami w Cybermachinie i w CSW stoi Dave!