Jare Święto to słowiański obrządek, nazwa którego pochodzi od Jaryły, boga wiosny i płodności. Wierzono, że bóstwo to zsyłało na ziemię pierwszy wiosenny deszcz, który budził inną boginię, Wilgotną Matkę Ziemię Mokoszę. Termin tego święta był zwykle w okolicach równonocy, czyli w drugiej połowie marca. Topiono wtedy Marzannę, rozpalano ogniska i czekano na wiosenne ciepło. Piszę o tej starej tradycji, ponieważ już niedługo czeka nas takie właśnie wydarzenie. Pewnie poza dzieciakami topiącymi marzannę w szkołach nikt tego w żaden sposób nie zaakcentuje (nie to co Noc Kupały, ona wciąż cieszy się pewną popularnością w Polsce), ale fajnie mieć chociaż świadomość, że coś takiego akurat się dzieje. Drugim powodem tego prahistorycznego wstępu jest książka, którą ostatnio przeczytałam. Opowiem o niej, bo Szeptucha jest po prostu świetna!

Z twórczością Katarzyny Bereniki Miszczuk spotkałam się już kilka lat temu, kiedy czytałam serię o Wiktorii Biankowskiej, bohaterce książek Ja, diablica, Ja, anielica i Ja, potępiona. Bawiłam się wyśmienicie, ponieważ była to zacna, zabawna i wciągająca opowieść. Kiedy w ręce wpadła mi Szeptucha i poczytałam sobie informacje z tyłu książki, nie wiedziałam czy mam skakać pod sufit, czy się martwić. Romans dziejący się we współczesnym świecie, gdzie wciąż wierzy się w słowiańskich bogów? O tak, przecież o takiej książce marzyłam jako nastolatka. Jednak gdzieś tam czułam niepokój, że się zawiodę, bo to tylko może tak ładnie brzmieć, prawda? Książka jednak bardzo mi się spodobała, a tutaj macie powody dlaczego!

SŁOWIANIE

Mieszko I nie przyjął chrztu i królestwo Polan stało się jednym z najsilniejszych państw w Europie XXI wieku. Na pierwszy rzut oka świat niewiele różni się od tego, który znamy zza naszych okien. Po prostu wciąż na tronie zasiadają Piastowie, a wiara w słowiańskich bogów jest na topie. Główna bohaterka, Gosia, skończyła właśnie medycynę i wyjechała na obowiązkową, roczną praktykę do szeptuchy, wiejskiej znachorki, która pełni rolę lekarza pierwszego kontaktu. Gosia jest nowoczesną mieszkanką Warszawy i wyjazd na prawdziwą wieś jest dla niej niczym najgorsza z kar. Zwłaszcza, że sama jest ateistką, a jako praktykantka szeptuchy musi brać udział w każdym obrzędzie. Bogowie jej tego nie podarują, uświadomią dziewczynę, że nie tylko oni są prawdziwi, ale cały bestiariusz ze słowiańskiej mitologii również.

Szeptucha

POLSKA WIEŚ

Wychowałam się na wsi, więc jej obraz zawsze noszę w sercu. Nie jest to tani banał, bo mimo, że teraz mieszkam w mieście i nie planuję wrócić na wieś, to ilekroć odwiedzam rodzinę, cieszę się z możliwości sprzątania ogrodu po zimie albo wypadów nad jezioro latem. Szeptucha opowiada o wiosce pod Kielcami, gdzieś w świętokrzyskich górach. Nigdy tam nie byłam, ale nie miałam problemu z wczuciem się w opowieść. Oczywiście zagorzała wiara mieszkańców w bogów stawia całą wieś w nowym świetle, więc z tym większą przyjemnością czyta się o przesądach i obrzędach.

ROMANS

Nie ma się co oszukiwać, po prostu uwielbiam romanse! Doceniam opowieści bez wątku miłosnego, ale za taki romansowy smaczek zawsze daję dodatkowe punkty. Szeptucha nie jest romansem od początku do końca, nie skupia się wyłącznie na nim. W zasadzie przez kilkanaście pierwszych rozdziałów nawet niespecjalnie się ujawnia. Na kolana powalił mnie smaczek, że główny męski bohater ma na imię Mieszko i ma w sobie krew wojownika Północy, czyli wikinga. Autorka nawet nie zdaje sobie sprawy jak wiele radości sprawiła mi samymi szczegółami, na które inni pewnie uwagi nie zwrócili (Mieszko i Ziemowit to moje ulubione słowiańskie imiona, tak chciałam synów swoich nazwać!).

UBAW PO PACHY

Wciągnęłam się w tę lekturę i to nie dlatego, że historia była tak fascynująca. Sama fabuła jest całkiem ciekawa, chociaż brakuje mi punktu kulminacyjnego. Wszystkie wady książki rekompensował jednak pełen humoru ton opowieści. Komedia byłaby z tego przednia. Bohaterowie barwni i przemyślani, każdy na swój sposób zabawny i ciekawy. Śmiertelnie poważne postaci są w mniejszości, a dzięki temu buzia uśmiecha się nieomal od pierwszej strony książki, po sam jej koniec.


Polecam. Tak serio serio. Fajnie się to czyta teraz, w marcu, bo fabuła zaczyna się w lutym i trwa do kwietnia (tak mniej więcej!), więc łatwiej jest dać się porwać, gdy zgadza się klimat za oknem. Może niektórzy (tak jak ja) przechodzą jeszcze zimową chandrę, więc tak zabawna i wesoła książka może jedynie poprawić im humor. Albo trochę pocieszyć w obliczu choroby (znowu mój przykład, czytałam smarkając i kaszląc). To idealna książka dla miłośników pogan, Słowian czy też ogólnie mitologii, którzy chcą poczytać coś wesołego.

Szeptucha to dopiero pierwszy tom serii. W przygotowaniu jest drugi pt. Noc Kupały. Już siedzę jak na szpilkach, a pewnie jeszcze sobie poczekam. Ale warto!

STOPKA

Tytuł: „Szeptucha”

Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk

Seria: tom 1 cyklu „Kwiat paproci”

Wydawnictwo: W.A.B.

Data wydania: 3 lutego 2016

Liczba stron: 342

Kategoria: fantastyka