W dzieciństwie często bywałam u dziadków na wsi, a że od zawsze należałam do śpiochów, niedzielna atrakcja wstawania rano do kościoła była katorgą. Czasami jednak zdarzyło się, że bez gadania wyskakiwałam z łóżka, ubierałam się i siadałam przed telewizorem, gotowa by obejrzeć kolejny czarno biały film o Tarzanie. O, jak ja uwielbiałam Johnniego Weissmullera latającego po śmiesznych drzewach na śmiesznych lianach. I te tresowane małpy! To dramatyczne aktorstwo wszystkich Jane! Dziś pewnie nie mogłabym patrzeć na takie filmy, ale sentyment w sercu pozostaje.

logotarzan

Za książki Edgara Burroughsa nigdy się nie zabrałam. Tylko filmowe adaptacje do mnie przemawiały, a i tych nie widziałam wszystkich. Tegorocznego Tarzana musiałam jednak zobaczyć, ponieważ kultowy małpolud w nowym wydaniu to jedno, a klata Aleksandra Skarsgarda to drugie. Kto mnie lepiej zna ten wie, że ubóstwiam tego skandynawskiego aktorka, a zwłaszcza jego cudowne ciało i mimikę twarzy. Nie mogłam odpuścić i nie zobaczyć Skarsgarda huśtającego się na lianach w afrykańskiej dżungli!

TO NIE JEST JESZCZE RAZ TO SAMO!

Chyba każdy wie „jak to leciało” bo Tarzan w popkulturę wrósł raczej dość solidnie. Znamy historię chłopca wychowanego przez małpy, gdy jego rodzice umierają w dżungli. Wiemy, że dorastał nieświadomy istnienia innych ludzi, a zwłaszcza swojego szlachetnego dziedzictwa. Kojarzymy, że spotkał piękną kobietę imieniem Jane, w której się zakochał i po kilku niebezpiecznych przygodach stworzyli rodzinę.

jane

W filmowej wersji, którą oglądałam wczoraj, opowieść dzieje się dalej, od czasu do czasu serwując mini flashback nawiązujący do legendy o Tarzanie. I to jest fajne! Oglądamy sobie historię, której nie znamy i domyślamy się co prawdopodobnie zobaczymy bo to jednak film, który nie może obyć się bez charakterystycznych scen. I tak ucywilizowany John Clayton wyrusza na zaproszenie króla Belgii do Kongo, miejsca gdzie się wychował. Nie wie, że monarcha chce go przehandlować na drogocenne kamienie, które pomogą mu spłacić gigantyczny dług. Wszystko koordynuje Leon Rom, którego gra Christoph Waltz – mistrz jeśli chodzi o tego typu kreacje czarnych charakterów. Oczywiście nie może zabraknąć złotowłosej Jane w opałach, oraz komediowego akcentu, czyli Samuela L. Jacksona w roli Georga Washingtona Williamsa, strzelca wyborowego i mistrza biegania po dżungli bez mapy. Tarzan nie mierzy się wyłącznie z wrogiem w postaci prawej ręki króla i wrogiego plemienia tubylców, ale też z dżunglą, którą swego czasu opuścił. A wiecie, DŻUNGLA PAMIĘTA!
JA BYĆ TARZAN! TY BYĆ JANE!

John Clayton ubrany jest w garnitur, pije herbatę z filiżanki i jeździ powozem. Włosy jednak wciąż ma dłuższe niż angielscy dżentelmeni i szeroką postawę ciała, właściwą dla goryla. Gdy John trafia w swoje rodzinne strony i sytuacja staje się gorąca, zdziera z siebie koszulę, zrzuca buty i wskakuje na lianę. Chciałabym powiedzieć, że oto wrócił mój Tarzan, ale coś jest nie tak. Tarzan jest angielskim lordem od pierwszych minut filmu i nawet kiedy morfuje w małpoluda to ja widzę lorda (albo wampira Eryka, co gorsza!). To nie jest ZŁE, a nowe i ciekawe. Zwykle miałam okazję poznawać Tarzana jako dzikusa, który z czasem zaczyna się cywilizować, albo od początku się cywilizuje, jak w przypadku filmu Tarzan na Manhattanie.

JACKSON

Trochę się obawiałam wyjścia do kina bo bardzo chciałam zobaczyć ten film, a idący ze mną Roger mniej. W pamięci wciąż miałam nasze gwałtowne awantury dotyczące fajności kinowego Warcrafta i nie chciałam tego powtarzać, tym razem stając w obronie Tarzana. Na całe szczęście obyło się bez kłótni. Wyszliśmy z filmu zadowoleni. Nie jestem pewna czy przypadkiem Roger nie był nawet bardziej na tak, niż ja!

Dla mnie był to fajny film, pokazujący całkiem nową historię, której się po trailerach nie spodziewałam. Samuel L. Jackson wypadł świetnie – zestawienie czarnoskórego rewolwerowca, który ledwie zipie po przebiegnięciu kawałka lasu, zestawiony z dzikimi plemionami śmigającymi po sawannie jak młode antylopy, mistrzostwo! Christopher Waltz był sobą, idealny do tej roli (jego niezniszczalnego różańca nie powinno się pokazywać legionowi Rydzyka). Margot Robbie, której do tej pory nie znałam, zagrała bardzo fajną Jane. Fabuła bardziej opowiada o niej, jakby rekompensowała wszystkie pozostałe odsłony kobiety Tarzana. Oczywiście trzeba było ją ratować, ale sama też dawała radę.

malpigajZdjęcia były cudowne, przepiękna dżungla, zachwycająca sawanna, ochy i achy. Efekty specjalnie nie były złe, mnie zadowoliły. Nie zarzucam też niczego małpom, chociaż słyszałam, że można się solidnie czepiać (nie lubię Planety Małp więc dla mnie to żadna poprzeczka). Lwice kocice wow, strusie epicko, ale antylopy gnu wygrały. Broń masowego rażenia! No i muzyka absolutnie świetnie dopasowana. Soundrack będzie mnie długo kołysał do snu!

ALEALEALEXANDER!

Ech, ciężka sprawa. Ciało wspaniałe, piękne oczy, sceny walki super. Moja wewnętrzna fangirl jest usatysfakcjonowana zajebistością Skarsgarda. Ale niestety muszę przyznać, że był trochę drewniany. Liczyłam na więcej ikry, a on taki zahukany był. Tłumaczę sobie, że to emocje targające Tarzanem po latach spędzonych z dala od dżungli, ale chyba sama w to nie wierzę. Druga rzecz to jednak dialogi, których poskąpili Tarzanowi.

Po obejrzeniu tego filmu chcę więcej Alexandra na ekranie. Więcej i więcej! Jeden Tarzan mi nie wystarczy! Chcę jego temperament, uwodzicielskie spojrzenia i blond zaczes do tyłu!

alex