Uwielbiam robić małe DIY projekty. Kalendarz? Spoko. Organizer? Nie ma sprawy. Wieszak na naszyjniki? Done! Decoupage nie ma przede mną tajemnic, tak samo jak drobne majsterkowanie z wiertarkami i gwoźdźmi. Nigdy jednak nie porwałam się na realizację dużego projektu remontowego, który wymagałby ode mnie wizyt w sklepach budowlanych i kilkunastu godzin ciężkiej, fizycznej pracy. Owszem, pomagałam w remontach domu rodzinnego, ale zawsze ktoś bardziej ogarnięty mówił mi gdzie mam trzymać, a gdzie pomalować. Pewnego lipcowego dnia trafiłam jednak na jeden z postów Pauliny z bloga One Little Smile. Oto co czym zaowocowała lektura Jej wpisu.

too

Miałam ci ja kiedyś korkową tablicę, lecz bałagan na niej przekraczał wszelkie granice. Postanowiłam więc znaleźć alternatywę dla miejsca do przypinania ważnych karteczek, notatek, kalendarza i listy „TO DO”. Znalazłam ciekawy i odpowiedni projekt, który od razu podbił moje serce. Wydawał się łatwy, a zarazem absorbujący, więc zmotywowałam całe siły i zabrałam się do roboty.

onelittle

Projekt Pauliny z bloga One Little Smile

Żeby ze wszystkich biurek, jakie kiedykolwiek widziałam w Internetach zrobić sobie właśnie takie, zdecydowały trzy najważniejsze argumenty. Po pierwsze kratka idealnie zastępowała tablicę korkową, po drugie zawsze miałam słabość do białych ścian i pięknych mebli na ich tle, a po trzecie 70 zł to koszt, który jestem w stanie ponieść za nową rzecz w wynajmowanym mieszkaniu.

Właśnie. Wynajmuję mieszkanie i chociaż jego właściciele pozwalają mi na wiercenie w ścianach, malowanie i w ogóle na dowolne remonty, to jednak nie uśmiecha mi się inwestować w cudzą własność i zrywać tapety, żeby mieć swoje wymarzone białe ściany. Dlatego, chociaż starałam się wiernie odwzorować projekt Pauliny, to raz, że musiałam nieco pozmieniać kolorystykę, a dwa, że na pomarańczowo złotej tapecie efekt końcowy prezentuje się zupełnie inaczej.

in progress

Paulina dorwała biurko za darmo. Ja kupiłam za 20 zł, ale myślę, że korzystałyśmy z tego samego portalu z ogłoszeniami. To co udało mi się dostać absolutnie spełnia moje potrzeby. Ma wysuwaną szufladę i trzy półki, które pomieszczą wszystkie moje kuwety na dokumenty, ważne papiery, tablet i mnóstwo artykułów biurowych. 

Najpierw oczywiście spędziłam milion czasu na szorowaniu desek papierem ściernym (nie obyło się bez wsparcia zimnego piwa, w końcu każda ekipa remontowa zasługuje na schłodzonego browara). Potem zaczęłam dwudniowe malowanie (pierwsza warstwa rano przed pracą, druga wieczorem po pracy i następnego dnia to samo). Ostatnim pociągnięciom pędzla towarzyszył mecz Polska – Portugalia. Końcowym etapem było lakierowanie, które okazało się najtrudniejsze bo cały kurz wszechświata postanowił przyklejać się do blatu.

siatka in progress

Kratę zbrojeniową kupiłam za jakieś 8 zł w Castoramie i początkowo zaniechałam jej malowania, bo bez białych ścian wybór czarnej farby nie był już taki oczywisty. Kilka dni kontemplowania i stanęło na białym kolorze, który kiedyś łatwo przemaluję na czarno (jak się dorobię białych ścian). Oczywiście folia malarska kleiła się do wszystkiego, w tym i do mnie, a zapach farby przyprawiał o lekką migrenę (w przeciwieństwie do akrylowej Śnieżki, którą malowałam biurko, ona była praktycznie bezzapachowa).

doneee

Przyszedł czas na dodatki i akcesoria. Dwa strategiczne pudełka do przechowywania przyborów biurowych, małej elektroniki i wizytówek już miałam, więc postarałam się o klamerki, dzięki którym na kratce pojawiły się zdjęcia, notes i kalendarz. Zaopatrzyłam się też w przybornik z magnesami, który zawisł na metalowym organizerze genialnie odgracając blat biurka. Po takie przydatne i praktyczne gadżety odesłać Was mogę do sklepu Tiger. Kosztują niewiele, a są epickie.

Ostatnią rzeczą, która ozdobiła moje nowe miejsce pracy jest rysunek wykonany przez mojego kochanego Rogera. Wyszukał on w internecie grafikę sowy wykonanej z tzw poligonów, czyli trójkątów służących do budowania modeli 3D. Jako, że poza kotem, moim zwierzęciem totemicznym jest właśnie sowa, nie było szans, by rysunek mi się nie spodobał (w przyszłości chcę mieć też lisa, królika, niedźwiedzia i wilka!). Grafika została naszkicowana ołówkiem, a potem poprawiona czarnym markerem. Jest cudowna!

biurka

Jak widzicie, mój projekt niewiele się różni od tego co zaproponowała u siebie Paulina. Wiele mi brakuje, żeby robić tak profesjonale czary, ale moje biurko jest dowodem, że da się z odpowiednią instrukcją zrobić coś fajnego. Zdecydowanie polecam Domowy kąt do pracy od One Liitle Smile. Jest duża szansa, że zmieścicie się w 70 zł, chociaż ja wydałam około 100 zł (zapłaciłam 20 zł za biurko, a ceny kraty zbrojeniowej i farb były minimalnie wyższe, niż u Pauliny).

biurka2

Szczególne, dodatkowe podziękowania należą się mojemu przyszywanemu bratu, Shinowi, który uratował cały projekt odbierając swoim autem biurko od sprzedającego, gdy ten oświadczył, że mebel odebrać można najpóźniej do godziny 16, czyli nim ja skończę pracę. Shin zdobył je za mnie, a ponadto zatargał mój tyłek do OBI, gdzie kupiłam farby i pędzle. Mimo pomocy dwóch facetów i tak upieram się przy tym, że projekt wykonałam sama, o!