Wracam do Was po dłuższej przerwie i to nie z pustymi rękami, ale z nowym szablonem bloga, oraz wpisem również do posłuchania. Wraz z podcastem Typowo Piwniczne Sprawy wciąż nagrywamy popkulturowe audycje na różne tematy. Ostatnio rozmawialiśmy o Netflixie, chociaż jego polskie objawienie miało miejsce na początku roku. Pamiętacie jak zrobiło się gorąco mimo styczniowej pory? Jak rzuciliśmy się na ofertę platformy i jednak zawiedliśmy się okrojoną w Polsce dostępnością programów, lub brakiem napisów/lektora? Dziś powoli witamy się z jesienią i to co proponuje nam platforma jest już o niebo atrakcyjniejsze!

Poniżej możecie posłuchać jak z Anią i Rogerem biadolimy sobie o Netflixie, który na koniec skomentował jeszcze mój kot, stąd nazwa Catflix (myśleliście, że to od nazwy bloga, hm?). O ile na blogu poczytacie tylko o moich zachwytach, o tyle posłuchanie podcastu i głosów Ani i Rogera będzie jeszcze ciekawsze. Zapraszam!

 

OGLĄDALIŚCIE JUŻ MAMMA MIA?

Ja dopiero ostatnio, nocując przyjaciółkę. Do kina nie poszłam, DVD nie kupiłam, jeśli leciało w TV to mnie ominęło i tak do niedawna nie wiedziałam jak Pierce Brosnan śpiewa. A tutaj proszę, babskie pyjama party wymagało odpowiedniej oprawy, najlepiej romantycznej komedii z finałowym ślubem. Wybrałyśmy odpowiednią kategorię w katalogu Netflixa i oto jedną z sugestii był film Mamma Mia, który ostatecznie został nadrobiony i było fajnie!

ABSOLUTNIE PIERWSZY SEZON STAR TREKA?

Widziałam i to całkiem ostatnio. Nakręcona po obejrzeniu kinowego Star Treka, wyszukałam na Netflixie pierwszy sezon. Bez kombinowania, wypożyczania legalnie lub nielegalnie, kupowania, szukania napisów. Ot, klik i jest! Oczywiście oglądanie pierwszego odcinka dzisiaj było bardzo wymagające. Z jednej strony bawił, z drugiej jednak przynudzał. Ostatecznie musiałam przełączyć z napisów na lektora bo nie byłam w stanie w pełni skupiać się na obrazie (czyli zajęłam się obieraniem ziemniaków i musiałam uważać na palce).

net

ABSOLUTNIE CAŁY SEZON SERIALU NETFLIXA?

To, że Netflix robi świetne własne seriale to już pewnie wiecie. Fajnie jest zobaczyć coś świeżego, nowego, co premierę miało dzień wcześniej, a my mamy do tego dostęp od razu. Już nawet nie wspomnę o tej możliwości oglądania wszystkich odcinków od razu, jeden po drugim. Prawdziwy hit dla maniaków serialowych, którzy połykają serię w jedną noc (pozdro Stranger Things).

MY LITTLE PONY? EVER AFTER HIGH?

Kto mnie zna ten wie, że uwielbiam bajki. Rainbow Dash jest moim ulubionym kucykiem, a Carise Hood, córka Czerwonego Kapturka, ulubioną studentką szkoły dla baśniowych potomków. Serio, ja to oglądam, gdy leżę umierająca w łóżku. Nie muszę przełączać się na kablówkę, żeby obejrzeć bajkę rodem z Disney Chanel, albo Cartoon Network.

RÓŻNICA ZDAŃ? PRZEŁĄCZ KANAŁ!

Skoro o kablówce wspomniałam, to dodam jeszcze, że Netflix ma opcję (dodatkowo płatną) kolejnych ekranów, czyli można oglądać różne programy, na różnych odbiornikach. I tak, gdy Roger wsiąkł całkowicie w oglądanie Archera za pośrednictwem konsoli, ja oglądałam Sense 8 na laptopie (biorąc kąpiel!). Albo! My oglądamy Stranger Things, a moja przyjaciółka, na drugim końcu Polski, przypomina sobie najstarsze odcinki Gilmore Girls (zalogowana na nasz drugi ekran).

ekrany

JAKIŚ PROBLEM?

Wybór jest ogromny i to często dostosowany do polskiego widza, ale sporo seriali to raptem 1 albo 2 sezony dostępne w ramach Netflixa, a kolejne 2 jeszcze w serwisie się nie znalazły (np omawiany przeze mnie w podcaście Outlander, który ma zrobione 2 sezony, ale tylko jeden jest na Netflixie). Moralne rozterki co dalej.

Jeśli ma się kablówkę to śmiało można z niej zrezygnować. Netflix zapewnia tyle rozrywki, że Internet ograniczony do wiadomości i YouTube uzupełni go idealnie.

Post wcale nie jest sponsorowany. Ja tak sama z siebie.