Przyszła jesień, a ja wyeliminowałam jeden palec z udziału w procesach twórczych, więc na drugi plan zeszło i pisanie i malowanie czegokolwiek. Chociaż tekst powstawał w ogromnych bólach, nie mogłam sobie odmówić podkreślenia fajności seriali o których będzie za chwilę mowa. Serialowa jesień rozpoczęta, a ja mam dla Was dwie premiery godne uwagi.

WESTWORLD

Mówi się, że jeśli HBO coś robi, to będzie to bardzo dobre. Skuszona sukcesem Gry o Tron sięgnęłam po Westworld trochę jak po pewnik. Spodziewałam się brawurowego wykonania, świetnej gry aktorskiej i opowieści, która mnie porwie. Czy dostałam to czego oczekiwałam? Owszem, nie zawiodłam się ani trochę.

west

Scenariusz nie jest całkowicie świeży. W 1973 roku nakręcono film o tym samym tytule, tłumaczony jako Świat Dzikiego Zachodu. Fabuła ma założenia takie same jak serialowa: jest sobie park rozrywki w klimacie dzikiego zachodu. Goście mogą go zwiedzać i uczestniczyć w różnych wydarzeniach, spotykając na swojej drodze gospodarzy – androidy wcielające się w role mieszkańców parku. W filmie z 73′ psuje się komputer sterujący androidami, przez co przebywanie w parku staje się bardzo niebezpieczne. Po obejrzeniu pierwszego odcinka serialu wiemy, że scenariusz opiera się na podobnym zawiązaniu fabuły. Pojawia się pewna techniczna usterka, która zapowiada srogie konsekwencje. Konsekwencje, których nie mogę się już doczekać.

west1

Byłam ostatnio w kinie na Siedmiu Wspaniałych i świetnie się bawiłam. Lubię patrzeć na dzikie prerie, miasteczka przy kopalniach złota i prawdziwych cowboyów. Western w Westworld jest już w pierwszej scenie i daje nam dokładnie to czego się oczekuje od tego gatunku. Aktorzy czują się dobrze w tym klimacie, ich grze nie można nic zarzucić. Tym bardziej należy im się szacunek, kiedy w następnej chwili zmieniają się w bezuczuciowe androidy na taśmie produkcyjnej w zimnych hangarach fabryki. Mistrzem pierwszego odcinka jest Louis Herthum, który odgrywał kilka ról w ciągu 2 minut. Całemu dziełu smaku dodaje obecność legendy kina, Anthony’ego Hopkinsa, wcielającego się w postać szefa całego placu zabaw, Doktora Roberta Forda. Ponad to na ekranie zobaczymy też Luke Hemswortha (brata Thora), Bena Bernesa (Doriana Graya i Księcia Kaspiana), Rodrigo Santoro (Kserksesa z 300) i Eda Harrisa w roli prawdziwego badassa.

Wiadomo, że często pierwszy odcinek nierówny sezonowi, ale w przypadku Westworld można chyba zaryzykować dobrą wróżbę. Ostatnie sceny premierowego epizodu wywołały dreszczyk podniecenia u każdego wielbiciela sztucznej inteligencji. Przyjaciel pięknie podsumował całość: połączenie Bonanzy i Ex Machiny. Dostałam wspaniałe wprowadzenie, przez które nawet zwątpiłam czy Stanger Things to jednak najlepsza serialowa premiera roku 2016.

TIMELESS

Po tym serialu nie spodziewałam się wiele, bo jednak bez liter H, B i O pozycja mniej przykuwa uwagę. Poza tym motyw podróżowania w czasie jest już mocno oklepany i łatwo jest się znudzić, jeśli twórcy się nie postarali. Rozsiadłam się jednak z grzańcem i obejrzałam pilot. NBC dało radę.

time2

Timeless opiera się na klasycznej próbie naprawienia zmian w historii, których dopuścił się główny antagonista. Oczywiście rząd/FBI nie są w stanie sobie poradzić sami, więc angażują do tego panią profesor historii i antropologii, która nie tylko zna się na datach i nazwiskach, ale też na kulturze i obyczajach. Dzięki tej wiedzy ona i jej towarzysze, programista i pilot wehikułu w jednym oraz żołnierz sił specjalnych, nie wyglądają jak z cyrku. W pierwszym odcinku poznajemy historię Hindenburga, nazistowskiego sterowca lądującego w New Jersey 6 maja 1937 roku. Jako że lubię bardzo historię, a zwłaszcza okres drugiej wojny światowej, to przyjemnie oglądało mi się te sceny w przeszłości. Inną sprawą są efekty specjalne, które nie tylko nie urywają niczego, ale też pozostawiają trochę do życzenia.

TIMELESS -- "Pilot" -- Pictured: (l-r) Malcolm Barrett as Rufus Carlin, Matt Lanter as Wyatt Logan, Abigail Spencer as Lucy Preston -- (Photo by: Joe Lederer/NBC)

Obsada którą zastałam w tym serialu wcale mnie nie porwała. Abigail Spencer kojarzę jako Scotty, dziewczynę Harveya Spectera z Suits, a Goran Višnjić zawsze będzie dla mnie doktorem Kovacem z Ostrego Dyżuru. Całej reszty nie kojarzę, ale nie uważam tego za minus. Dobrze jest nawet oglądać aktorów „na świeżo”, a nie przez pryzmat ich poprzednich angażów.

Oba seriale miały premierę w tym tygodniu, więc moje wypociny zbudowałam na podstawie tylko odcinków pilotowych. W dobie Netflixa i dostępności całego sezonu „na dzień dobry”, czekanie na kolejne odcinki to spore wyzwanie. Westworld wystawia mnie na prawdziwą próbę, chociaż i Timeless udało się to dzięki ostatniej scenie. Ostatnie sceny w obu serialach podziałały motywująco do śledzenia dalszych losów bohaterów. Lubicie motyw buntujących się androidów albo podróży w czasie? Sięgnijcie po te tytuły!