Wrażenia z Przebudzenia Mocy opisywałam dokładnie rok temu, w grudniu. Byłam zachwycona, bo był to pierwszy film z gwiezdnej sagi, który oglądałam w kinie w dniu premiery. Cudownie było przeżywać radość i podniecenie z innymi fanami. Integrowaliśmy się nawet z nieznajomymi – wystarczyło że ktoś trzymał w ręku kubek z figurką Kylo Rena albo zabawkowy miecz świetlny, a już był „swój”. Gwiezdne Wojny zdecydowanie są artefaktem popkultury łączącym wiele pokoleń. Właśnie ta uniwersalność i sympatia zarówno dorosłych, jak i młodzieży sprawia, że Rogue One to idealny film na Święta. Dlaczego?

W Święta najlepsze są bajki.

Gwiezdne Wojny nazywane są kosmiczną baśnią, ponieważ absolutnie nie jest to film science fiction (zwłaszcza science), a do tego ma szereg cech charakterystycznych dla klasycznych baśni. Jest morał, są pozytywni i negatywni bohaterowie, opowieść ukazuje uniwersalne prawdy i zasady, a historia zaczyna się od „dawno temu, w odległej galaktyce”. Trzeba jednak zaznaczyć, że dobrze znane nam baśnie Andersena czy Braci Grimm nie są historiami dla dzieci, a niekiedy krwawymi horrorami, które często trzeba porządnie ocenzurować. Przebudzenie Mocy zawierało unicestwienie całej planety, śmierć wielu postaci, w tym Hana Solo, a mimo to zdobyło łatkę rasowego Disneya dla dzieci. Jeśli ktokolwiek jest podobnego zdania i właśnie to uważa za wadę tego filmu, nie powinien mieć problemu z Rogue One. Ta produkcja jest mroczniejsza, nawiązująca klimatem do Imperium Kontratakuje, pokazuje potęgę złych postaci i podłych pobudek, pozwala im zatriumfować i stłumić Rebelię.

film na święta

Mam takiego farta, że niespełna trzy tygodnie po Świętach obchodzę urodziny, więc przełom grudnia i stycznia to dla mnie bardzo atrakcyjny okres. Jako że od zawsze bardzo lubiłam chodzić do kina, to wypad na seans był obowiązkowym prezentem. Pierwszego Hobbita widziałam z siostrą w przerwie między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem. Kolejne dwa filmy z tej serii widziałam już z całą rodziną, która w ten sposób spędzała ze mną urodziny. Rok temu, tuż przed wigilią, poszłam z przyjaciółmi na Przebudzenie Mocy. We wszystkich przypadkach kino zawsze pękało w szwach. Uśmiechnięte buzie dorosłych i dzieci były wszędzie. Ludzie w przebraniach Dartha Vadera, Hana Sola czy księżniczki Lei wychodzili zza każdego rogu. Taki gwiezdny festyn dla dużych i małych, który powtórzył się również w tym roku. Zatem jednak idealny film na Święta.

Czy ROGUE ONE można zaspoilerować?

Rogue One nie zaskakuje nas zakończeniem. Akcja toczy się między starą a nową trylogią, nie mając nic wspólnego z Przebudzeniem Mocy. Wszyscy fani wiedzą, że akcja, której celem jest kradzież planów Gwiazdy Śmierci, skończy się powodzeniem, bo właśnie w posiadaniu tych planów jest księżniczka Leia w pierwszym filmie sagi – Nowa Nadzieja. Czy warto więc iść i oglądać coś, czego zakończenie dobrze znamy?

Jak nadmieniałam już dużo razy – nie jestem fangirl Star Wars i nie znam wszystkich szczegółów serii. Dopiero od Rogera dowiedziałam się, że na planecie Hoth Luke Skywalker i Han Solo zostali uratowani przez pilota statku Łotr Dwa, należącego do Eskapady Łotrów. Ta informacja bardziej zmotywowała mnie do poznania historii pierwszego z Łotrów i chociaż wiedziałam, że raczej fabuła mnie nie zaskoczy, to czułam, że na bank będę płakać. Zawsze płaczę, gdy umiera ktoś ważny albo lubiany w danej produkcji, a tutaj bez trupów nie mogło się obyć.

film na święta

Złe zakończenie? To jednak nie jest idealny film na Święta!

Dla mnie wszystko byłoby spoilerem, bo bardzo mało wiedziałam o zdobyciu planów Gwiazdy Śmierci. Tożsamość głównej bohaterki, załoga tytułowego statku, miejsce ukrycia planów, sposób ich zdobycia oraz finał były dla mnie wielką niewiadomą.

Podobno było nudno i dzieci spały?

Oczywiście internet jest już pełny pochwał i nagan pod adresem tego filmu. Ja źle znoszę, jak ktoś się negatywnie wypowiada o czymś, co mi się bardzo podobało. Dlatego ciśnienie podnoszą mi komentarze: „totalna nuda”, „flaki z olejem”, „zdarzyło mi się przysnąć” i „nie polecam, najgorsza część sagi”. Serio? Najgorsza część sagi? Może jestem łatwa i szybko daję się kupić efektom specjalnym, ale mnie bardziej nudzą starsze trylogie, które i tak darzę sentymentem, i nie rozumiem jak można zasnąć na takim filmie. Owszem, pierwsza połowa seansu nie była porywająca, przez co wierciłam się w fotelu i trochę zaklinałam opowieść by się szybciej rozwijała, ale warto było czekać!

film na święta

Fakt, jeśli ja odczułam malutkie znudzenie na początku, to dzieciaki też mogły, ale nie można zakładać, że skoro za filmem stoi Disney to znaczy, że każde dziecko będzie się dobrze bawić. Jestem świadkiem wielu zadowolonych dziecięcych reakcji po seansie Rogue One, ale też nie uważam by to była produkcja dedykowana młodszym odbiorcom. Rozczulił mnie widok biegnących przez galerię handlową na oko ośmioletnich rebeliantów. Widzieli ten sam film co ja i wyszli zadowoleni, choć fabuła była mroczniejsza i mniej optymistyczna niż w Przebudzeniu Mocy.

A do wszystkich rodziców, którzy zabrali dziecko do kina i teraz marudzą, że potomek się nudził, mam jedno pytanie: może trzeba wybrać inny film na Święta?

Prawie Profesjonalne Obserwacje…

… czyli osobiste wycieczki na temat obsady i wykonania filmu.

  • Jyn Erso wygrała z Rey pojedynek o tytuł mojej ulubionej księżniczki Disneya. Neutralna dziewczyna z charakterem, która z czasem zaczyna się identyfikować z pewną ideą, a jednocześnie zachowuje zuchwałą indywidualność, to model kobiecej postaci, który uwielbiam!
  • Mads Mikkelsen w mundurze Imperium wygląda zabójczo wspaniale. Miło też zobaczyć go w odsłonie nieco bardziej pozytywnej. W końcu Hannibal narobił mu dość krwistego PR-u.
  • Forest Whitaker wcielający się w rolę Sawa Gerrena, przywódcy „terrorystycznego” oblicza Rebelii. to był strzał w dziesiątkę! Ta jego twarz!
  • O miano Przystojniaka Epizodu wciąż walczą Cassian Andor z Rebelii i Bodhi Rook, były pilot Imperium. Ten drugi bardziej charyzmą niż samym wyglądem, ale wciąż nie mogę rozstrzygnąć tego starcia!
  • Bail Organa został zagrany przez tego samego aktora co w starych epizodach. Zrobiło mi się ciepło na serduchu. Jimmy Smits to jeden z moich ulubionych aktorów od momentu zobaczenia go w serialu Sons of Anarchy.
  • Obowiązkowy rozładowujący atmosferę droid był najlepszy ze wszystkich. Pobił na głowę nawet BB8. K-2SO i jego cudowny tekst „There’s a problem on the horizon… There is no horizon.” dołącza do moich ulubionych cytatów z Gwiezdnych Wojen.
  • CGI księżniczki Lei był dla mnie niezauważalny, w ogóle nie rzucił mi się w oczy. Natomiast wygenerowany komputerowo imperialna dowódca Gwiazdy Śmierci Tarkin wyglądał sztucznie przez cały czas i wcale mi to nie przeszkadzało. Bo ja w ogóle tolerancyjna jestem.
  • Szkoda mi scen, które pojawiły się w trailerze, a na filmie ich ani śladu. Może będą w wersji reżyserskiej?
  • Marsz imperialny to najczęściej nucony przeze mnie filmowy motyw muzyczny. Gdy zabrzmiał przy okazji sceny z Darthem Vaderem moje serce zabiło mocniej. Wystarczył krótki fragment by pokazać, jak potężnym bohaterem był Anakin „Nie lubię piasku” Skywalker po ciemniej stronie mocy.

film na święta

Kończąc już ten wywód przyznam się, że Rogue One tylko umownie uważam za idealny film na Święta. Nie ma tam ani choinki, ani Mikołaja, ani nawet szczęśliwego zakończenia. Jest za to ogromny ładunek emocjonalny łączący zarówno pokolenia, jak i większych fanów z mniejszymi. A chyba właśnie to jest ważne w Święta!