Długo zastanawiałam się co powinno być tematem pierwszego wpisu w Nowym Roku. Podsumowanie 2016? Wyliczanka #3 na grudzień? Postanowienia noworoczne? (Nie)recenzja filmu 7 minut po północy? A może od pół roku planowany wpis o pewnym blogowym wydarzeniu? Nic z tych rzeczy. Ostatni miesiąc roku spędziłam na pewnego rodzaju rachunku sumienia i przemyśleniach. Czego bym jednak nie wymyśliła, zawsze nasuwał mi się jeden wniosek. I właśnie ten wniosek będzie moim wpisem na nowy rok – habit tracker!

SZANUJ SWÓJ CZAS

Też tak macie, że raz na jakiś czas przeżywacie wielką mobilizację i chce Wam się robić rzeczy, a potem ktoś wylewa wam na głowę wiadro zimnej wody? Mnie spotyka to bardzo często. Zamykam projekt i jestem tym tak podekscytowana, że sięgam po kolejny zapominając o trzech innych leżących odłogiem. Owocuje to nieustannie zapełnionym grafikiem i gromadą deadline’ów. Z jednej strony lubię mieć co robić, z drugiej jednak czuję, że nie mam wolnego czasu. Nawet gdy teoretycznie mam wolne, to nie odpoczywam, bo z tyłu głowy ciąży mi świadomość niedokończonych zadań. Bardzo niefajne uczucie.

Habit tracker

Źródło: Boho Berry

Postanowiłam więc, że w tym roku zacznę szanować swój czas. Dokończę zaległe projekty najszybciej jak się da, a kolejne już dokładnie rozplanuję. Moim największym problemem jest to, że nie jestem specjalnie asertywna i kiedy coś na pierwszy rzut oka wyda mi się dość łatwe do ogarnięcia, to deklaruję, że się tym zajmę. A potem ogromny wyrzut sumienia taranuje mnie, gdy zamykam oczy zasypiając. Bo przecież sen jest dla słabych.

NIE OBIECUJ

Ile to już razy określiłam termin „tutaj skończę”, a w efekcie ta sprawa wciąż jest otwarta? Ile razy podchodziłam do danego zadania pewna, że to dziś jest dzień finiszu, a okazywało się, że tego dnia próżno szukać w bieżącym miesiącu?

Habit tracker

Źródło: All-Round Better Me

To moja codzienność. Robię, robię, robię i zrobić nie mogę. A potem przepraszam mamę, tatę, akademię, szefa… Oj, wróć! Rodziny i pracy nie zaniedbuję, ale przyjaciół i zajęcia dodatkowe już trochę tak. A zwłaszcza zaniedbuje samą siebie. Planowałam wstawać o 6:30 żeby mieć czas zjeść śniadanie, uporządkować fryzurę i wyjść do pracy. Tymczasem od momentu otworzenia oczu do wybiegnięcia na autobus mija raptem 10 minut. Planowałam chodzić na basen – dla zdrowia fizycznego i psychicznego. Skończyło się na przesuwaniu terminu, bo zawsze miałam „coś na wczoraj”. Bardzo chciałam też pisać regularnie, tymczasem padam ze zmęczenia ZAWSZE, gdy do tego siądę, a tworzenie na siłę nie wchodzi w grę. W przeciwieństwie do niektórych grafomania nie jest w moim stylu.

Dlatego przestałam obiecywać. Nie obiecuję ratownikowi na basenie, że przyjdę popływać. Nie obiecuję wam, że będę pisać dwa razy w tygodniu i sobie też nie obiecuję, że „od jutra zaczynam”. Potem tylko głupio jest i wstyd, że się rzuciło słowa na wiatr.

Habit tracker

Źródło: Wariacje (nie zawsze) na temat

WYZWIJ SIĘ – HABIT TRACKER!

Dobrnęliśmy prawie do końca mojej noworocznej demotywacji. Pora na coś bardziej optymistycznego! Znalazłam sposób na bezbolesne nakłanianie samej siebie do poprawy przyzwyczajeń i organizacji czasu. W obliczu porażki albo uczucia zawodu samą sobą, zabrałam się za tworzenie własnego BuJo – Bullet Journal, bardzo osobistego notesu, prowadzonego bardzo skrupulatnie i praktycznie codziennie. Poza kalendarzem, różnymi listami, notatkami, mini-kursem języka norweskiego i ślubno-finansowymi tabelami zadań, BuJo zawiera również moje ulubione wyzwanie!

Kojarzycie habit tracker? To te tajemnicze tabelki, których zdjęcia przewijają się przez cały wpis. Wpisujecie tam sobie konkretne czynności, które chcielibyście wykonywać w ciągu dnia i zaznaczacie co udało się zrobić, a czego nawet nie tknęliście.

Ja wpisałam sobie zarówno rzeczy, które powinnam robić codziennie, jak i dobre nawyki, które chcę dopiero wprowadzić do mojego życia. Jak widzicie na zdjęciu poniżej pierwszego dnia zrobiłam tylko trzy zadania, a ostatniego już osiem! Wyraźna tendencja wzrostowa!

Habit tracker

Habit tracker działa mobilizująco, a zarazem nie wymaga wielkich postanowień diametralnych zmian. Widzisz, że dajesz ciała i jakoś tak siłą rzeczy chcesz następnego dnia zaznaczyć jeszcze coś jako zrobione. Taka tabelka jest też bardzo autentyczna, nie oszukuje. Jeden wypad na basen w pamięci człowieka może urosnąć do rangi wielkiego wydarzenia, które uspokaja sumienie. Tabelka wyraźnie pokazuje, że pojedyncze wyjście na basen znaczy niewiele w ogólnym podsumowaniu. Bez złudzeń, bez oszukiwania samego siebie.

W moim Habit Trackerze jest linijka specjalnie dla bloga. Mam ogromną nadzieję, że niedługo będzie w niej więcej żółtych kwadratów niż krzyżyków. Trzymajcie kciuki!

  • Zgadzam się, że to fantastyczne! Samo tworzenie tego dziennika było takie przyjemne! Chociaż smutno mi i wstyd trochę za samą siebie, że nie wybrałam idealnego notatnika, tylko kupiłam pierwszy lepszy zeszyt… wiadomo, na wypadek, gdyby mi się nie udało ^^’ No i te krzyżyki w habit trackerze czasem takie demotywujące, ale z drugiej strony nie mogę chyba oczekiwać od siebie, że będę codziennie robić 10k kroków, bo nie zawsze się da.
    Ogólnie, utożsamiam się mocno!

    • Dzięki! A zeszyt to nie problem. Następny jaki założyć już będzie idealny. Masz teraz czas na poszukiwania 😀