Bardzo mocno trzymałam kciuki za kinową odsłonę jednej z moich ulubionych gier video. Niestety Assassin’s Creed nie dał rady i nie rozpoczął nowej ery growych ekranizacji. Z racji tego, że mnie jeszcze potrafią zadowolić efekty specjalne i nawet tak ubogo zarysowana fabuła, o napisanie (nie)recenzji poprosiłam mojego narzeczonego. Tekst poniżej to dzieło Rogera!

ROGER W KINIE SIĘ NIE ZAWIÓDŁ!

Adaptacje gier video to moje guilty pleasure. Nie potrafię odpuścić sobie zapoznania się z nowo powstałą produkcją na podstawie gry w którą grałem. Assassin’s Creed był więc dla mnie pozycją obowiązkową.

A może by tak odwrócić podejście do recenzji i ocenić film już na samym początku? Kusi mnie, aby zażartować i dać mu 10/10, gdyż wychodząc z sali kinowej miałem wrażenie, że dostałem dokładnie to, czego oczekiwałem. Wiedziałem, że fabuła będzie tylko dodatkiem do widowiskowych scen skakania po budynkach, a drętwą grę aktorską widziałem już na trailerach. Podczas E3 Ubisoft zamiast nowej odsłony serii poświęcił swój czas na scenie na wmawianie nam, że nadeszła nowa era ekranizacji gier. Kłamczuszki jedne.

Będą spoilery. Ale mimo to zachęcam was do dalszego czytania z kilku powodów. Fabuła Assassin’s Creed nie porywa i nie ma znaczących zwrotów akcji. Jeżeli już będziecie czerpać przyjemność z tego filmu, to tylko i wyłącznie z widowiskowych pościgów i akrobacji. Zostaliście ostrzeżeni.

Assassin's Creed

Fabuła skupia się na wykorzystaniu wspomnień przodków głównego bohatera w celu odnalezienia ultraważnego starożytnego artefaktu. Pamięć jest zawarta w kodzie DNA postaci granej przez Fassbendera. Rzeczony przedmiot to Rajskie Jabłko, a jego mocą jest możliwość kontrolowania ludzkich umysłów. Do tego ładnie świeci, jak się je otworzy. Tyle. Oczywiście korporacja Abstergo chce dowiedzieć się, gdzie ów artefakt został ukryty i pod przykrywką walki ze złem tego świata nakłania głównego bohatera do współpracy.

WAŻNE, ŻE BĘDZIE NA CHLEB! – POMYŚLAŁA OBSADA

Nie będę się rozpisywał. Jest to filmowe i aktorskie zło i niedobro. Sami aktorzy po przeczytaniu scenariusza najwyraźniej stwierdzili, że nic z tego nie będzie. „Ważne, że będzie na chleb” pomyśleli i minimalnym wysiłkiem przebrnęli przez produkcyjne piekło kiepskiego filmu. Nawet mój ulubieniec Fassbender nie dawał od siebie tyle, co zwykle. Mam cichą nadzieję, że scena w której zaczyna tracić zmysły i śpiewać Crazy od Patsy Cline była improwizowana. Wyobrażam sobie, że wg scenariusza miał powiedzieć „I’m crazy” i zacząć się śmiać i płakać. Tymczasem zaczął ciągnąć „crazy for feeling…”.

Assassin's Creed

Chciałbym napisać, że fabuła Assassin’s Creed miała potencjał, ale nie mogę. Wylądowaliśmy w czasie i miejscu, w którym nie była osadzona żadna odsłona cyklu – w czasach hiszpańskiej inkwizycji. Zapewniam was, że skecz o którym właśnie pomyśleliście miał więcej sensu niż decyzje podejmowane przez postacie w filmie. O ile sam setting jest bardzo interesujący i idealnie nadawałby się na osadzenie w nim gry, o tyle w filmie kiepsko go wykorzystano.

NIEWYKORZYSTANE CAMEO KOLUMBA!

Innym mało sensownym i zaskakującym elementem filmu jest transformacja postaci. Potomek asasynów stosunkowo szybko zaczyna się buntować i de facto staje na czele szajki zabójców. Kolejnym ogromnym absurdem są motywy zemsty głównej postaci żeńskiej. Pozwala zabić swojego ojca, po czym dostaje nagle oświecenia i stwierdza, że jednak go pomści.

Działania zabójców skupiają się na ukryciu artefaktu przed templariuszami. To jest ich jedyny cel – spowodować, żeby nie wpadł w ręce protoplastów złej korporacji. Nie chcą go nawet wykorzystać. Mogliby go utopić na środku oceanu, do czego mają nawet okazję.

https://www.instagram.com/p/BO7q6slj9qO/?taken-by=czarnykotu

Warte uwagi są tu jedynie sceny ucieczek oraz samo przedstawienie Animusa, czyli urządzenia w którym bohater doznaje historycznych wizji. Jest to jednak znikoma ilość satysfakcji podczas widowiska pełnego nudy, zachowawczości i absurdów.

Ciężko stwierdzić czy film zachęci kogokolwiek niezaznajomionego z serią do zagrania w grę. Może tylko przez te kilka scen akcji oraz sam ogólny zamysł serii. Po wyjściu z kina miałem nawet ochotę trochę poskakać po budynkach w grze. Niemniej jednak nie jest to adaptacja gry video jaką mi obiecywano. Najwidoczniej sama natura rozgrywki nie jest dobrym materiałem na film.