Pierwsze, co musiałam zweryfikować, gdy opadły emocje po zaręczynach i przyszedł czas na poważne planowanie, to realny szacunek ile moich marzeń o ślubie jest do spełnienia. Na początku się przeraziłam, że żaden z moich fantastycznych pomysłów nie zostanie zrealizowany. Potem, gdy znalazłam już sposób na wprowadzenie w życie prawie wszystkich zamiarów, dopadła mnie brutalna rzeczywistość. Bo jak ślub to również marzenia i obawy.

SUKNIA ŚLUBNA

Moja wyobraźnia zawsze podpowiadała mi, że w sukience ślubnej po prostu wygląda się pięknie. Nie brała pod uwagę, że tylko chudemu we wszystkim ładnie i np. ja muszę zwracać ogromną uwagę na krój sukienki, jej fason, kolor, wysokość obcasa, kwestię obecności ramiączek lub ich braku, kolor wstążki w pasie i wiele, wiele innych. Niestety jestem jedną z tych przyszłych panien młodych, które mają problem z oceną swojego wyglądu. Gdybym nie miała mamy i przyjaciółki jako wsparcia, wyglądałabym pewnie jak strach na wróble. Gnijąca Panna Młoda też myślała, że jest najpiękniejsza.

marzenia i obawy

NIEPRZEWIDZIANI GOŚCIE

Nie twierdzę, że w trakcie ceremonii pojawi się mój były chłopak i zniszczy piękną atmosferę, jak to miało miejsce w tarantinowskim Kill Billu. Nie zmienia to jednak faktu, że im bliżej wielkiego dnia, tym więcej w mojej głowie obaw, że może ktoś poczuje się urażony brakiem zaproszenia na ślub i wesele. Jestem bardzo gościnną osobą i chciałabym być w tym dniu ze wszystkimi bliskimi. Niestety praca nad listą zaproszonych to jedno z trudniejszych zadań w czasie przygotowań.

marzenia i obawy

NIEPRZEWIDZIANE KOMPLIKACJE

Kto nie zna kultowej sceny krwawych godów z serialu Gra o Tron? Był to przerażający obraz katastrofy, która zaistniała w tak ważnym i pięknym dniu. Absolutnie nie spodziewam się czegoś podobnego, jednak w głowie pojawia się od czasu do czasu obawa, że wszystkie starania by oprawa wesela była ciekawa i każdemu się podobała, legną w gruzach i goście będą niezadowoleni. W mojej rodzinie śluby zdarzają się rzadko, więc „na językach” jest się dość długo.

marzenia i obawy

POPARCIE BLISKICH

Wychodząc za mąż nie „nabywa” się wyłącznie męża, ale powiększa się swoją rodzinę o jego najbliższych. Chociaż bardzo lubię rodziców i brata Rogera oraz wiem, że oni mnie również, to jednak pozostaje taki mały niepokój czy aby na pewno wszystko się ułoży i faktycznie rodzina narzeczonego udzieli nam wsparcia i przyjmą mnie do siebie. Bardzo nie chciałabym, żeby Roger był jak Anakin Skywalker, który zdecydował się ożenić z Amidalą mimo braku poparcia innych Jedi, w tym jego mistrza Obi Wana.

marzenia i obawy

WARUNKI POLITYCZNE

Zawsze marzyłam o ślubie w słoneczny i ciepły dzień. Ja jestem szczęśliwa, moi bliscy są szczęśliwi, nic nikomu nie grozi, ze spokojem planujemy kolejne dni już jako małżeństwo. Niestety sytuacja polityczna na świecie nie należy do najstabilniejszych. Tak samo w Polsce panują różne nastroje. Nie, nie przewiduję, że wybuchnie wojna. Nawet nie chcę o tym myśleć. Pragnę wziąć ślub w spokojnych, stabilnych czasach. Nie tak jak Bill i Fleur w serii książek o Harrym Potterze.

marzenia i obawy

Dziś, na pół roku przed ślubem, jest to pięć moich głównych obaw. Wiem, że niektóre są całkowicie przyziemne, a inne bardzo poważne i wymagające dużo przemyśleń. Jestem pewna, że za kilka tygodni czymś przestanę się przejmować, a coś zupełnie nowego dojdzie do mojej listy. Staram się sobie z tym radzić i jakoś nie siwieć ze zmartwienia. Wiem, że ślub zawsze oznacza marzenia i obawy. Grunt to być dobrej myśli!

marzenia i obawy

Wpis został stworzony w ramach Międzynarodowego Tygodnia Małżeństwa, do obchodów którego zaprosiła mnie cudowna Ewa pisząca bloga promującego małżeństwo – Mocem. Dziękuję Ci Kochana za zwrócenie mojej uwagi na tę akcję i włączenie w internetowe obchody. Był to idealny moment na rozpoczęcie blogowej serii #GeekNarzeczona. Nie mogłabym wymarzyć sobie lepszej okazji!

Małżeństwo jest fajne!

  • OOOooooo wybór sukni ślubnej to mój ulubiony element narzeczeństwa. Ja już myślałam, że nigdy nie znajdę… Nadal kocham moją suknię ślubną – też trudno mi było dobrać odpowiedni fason, ale nadal mam ochotę na rajd po salonach sukien ślubnych. Dla niektórych to kicz i sama się czasem tego trochę wstydzę, ale co zrobić 😉

    • Ja czekam na ten rajd. Ale zgrać termin mojej mamy i przyjaciółki by poszły ze mną to jakiś ogromny wyczyn. Ale już niebawem 😀

  • No i zawsze mówię, że filmy czegoś uczą 😀 Świetny wpis ślubno-filmowy Ci wyszedł. Moje wesele było już wieki temu i na szczęście nic spektakularnego się nie wydarzyło… Ale! Mogę Cię jedynie ostrzec. Kiedy za 10 lat spojrzysz na swoje zdjęcie, wtedy i tak powiesz: „O matko Weasley’a najwspanialsza! Jaka wiocha! To są moje włosy? Ta sukienka była taka beznadziejna” itd. 🙂