Powoli wracam do korzeni. Tak nazywam pierwsze założenia tego bloga, czyli artykuły o ludziach i wydarzeniach, które nieodłącznie wiążą się z moimi ulubionymi dziedzinami – fantastyką, popkulturą, nowymi technologiami. Oczywiście gdzieś po drodze sto razy zboczyłam z tej ścieżki, ale niczym syn marnotrawny powracam na łono genialnych pomysłów. Zapraszam więc was do przeczytania wywiadu z niesamowicie kreatywną fotografką, którą poznałam w grze World of Warcraft. Jej postaci były barwne, rozbudowane, ciekawe i solidnie przemyślane. Takie same są zdjęcia Brinnan. Prawdziwy z niej fantastyczny fotograf! Ale po co ja się tak rozwodzę, oddaję głos artystce!


Czarny Kotu: Fantastka, prawnik, fotograf, egzotyczna tancerka. Uporządkuj chronologicznie i zdradź jak powstało to combo.

Brinnan: Fantasta – zaczęło się wcześnie. Jak większość z pokolenia, któremu dzieciństwo przypadło na lata 90., wychowywałam się na tzw. „chińskich bajkach”, produkcjach Disneya, Power Rangersach i innych popularnych na małym ekranie produkcjach dla dzieciarni. Potem doszły książki, gry, sesje RPG i tak dalej, i tak dalej. Ulubiony gatunek książek – fantastyka, horror, thriller. Filmy podobnie, czasem do tego można dodać obyczajówki i dramaty, ale to w dużej mniejszości. Można powiedzieć, że jestem typowym geekiem, lubię gadżety filmowe/komiksowe i wszystko związane z popkulturą współczesną. Ale jestem też dość wybredna, nie kupuję wszystkiego, co dają.

Prawnik – decyzję podjęłam w klasie maturalnej. Było sporo marzeń odnośnie przyszłości, głównym była archeologia, ale jednak realniejszym prawo. Można powiedzieć, że jestem racjonalnym marzycielem – takim, co to potrafi marzyć i snuć różne mniej lub bardziej fantastyczne sny, ale jeśli przychodzi do ich zrealizowania, to tu już się zastanowię parę razy co, gdzie i jak. Tak też było z wyborem studiów. Archeologia, kulturoznawstwo i tak dalej, ale co potem? W tamtej chwili prawo wydawało mi się bardziej pewne. Nie żałuję wyboru, sprawia mi przyjemność praca na tych wszystkich paragrafach i wyrokach.

Egzotyczna tancerka – a to za sprawą przyjaciółki. Jeszcze na studiach suszyła mi głowę, że fajnie by było gdzieś iść na kurs. Zaczęło się od belly dance, ale szybko się znudził – nie znalazłyśmy tego czegoś. Był epizod z tańcem współczesnym, ale za bardzo nie wyszło. A później nagle pojawił się tribal fusion, który skradł moje serce. Trzy lata już minęło od kiedy praktykuję ten taniec. Aktualnie tańczę w grupie pod nazwą Medeina. Taniec do prostych nie należy, ale jest piękny i bardzo kobiecy. Dzięki temu nabrałam sporo pewności siebie i znajduję przyjemność w występach. Co do występów, mimo bycia introwertykiem i człowiekiem, który woli w większości własne towarzystwo, ciągle gdzieś mnie ciągnęło na scenę. W czasie studiów miałam przyjemność pracować jako statysta na Turnieju Tenorów – super przygoda z dostępem do operowej garderoby i sukien w stylu wiktoriańskim. A aktualnie biorę też udział w tworzeniu spektaklu teatralnego Elektra II w Teatrze Nie Ma w Szczecinie.

fantastyczny fotograf

Fot: Brinnan, Grupa Medeina

Czarny Kotu: I jeszcze fantastyczny fotograf!

Fotograf – Aparat dostałam w prezencie po obronie pracy magisterskiej. Ale zdjęcia robiłam już w liceum na pożyczonej lustrzance od chrzestnej – głównie krajobrazy. Gdy dostałam swój było podobnie. I kiedyś po treningu jedna z koleżanek westchnęła głęboko smucąc się, że nie ma kto jej zdjęć do artykułów na blogu robić. Zaoferowałam się, teraz dalej się spotykamy na sesje. Od tamtej pory minęło ledwo dwa lata, lecz kiedy przeglądam stare zdjęcia mam wrażenie, że to było dawno temu, tyle tego już się zebrało. Widzę postęp i jestem z tego bardzo zadowolona. Dodatkowo pod koniec 2015 roku rozpoczęłam projekt 365 na portalu tookapic.com. Być może znany ze względu na dość głośny projekt założyciela tego portalu – D. Vader w życiu codziennym. Sądzę, że ten projekt przyczynił się w dużym stopniu do mojego rozwoju w fotografii. Jedno zdjęcie dziennie brzmi jak nic trudnego. Lecz jest to o wiele trudniejsze niż się wydaje, bo to nie może być byle jakie zdjęcie. To musi być coś z czego człowiek jest zadowolony i chce to pokazać dalej.

Czarny Kotu: Skąd czerpiesz pomysły i inspiracje?

Brinnan: Ciężko powiedzieć. Zewsząd tak naprawdę. Przeglądam często facebooka w poszukiwaniu ciekawych modelek i fotografów, często też wyłapuję ciekawe sesje na stronach z ciekawostkami (bored panda, joemonster) albo typowych portalach dla fotografów. A czasem wystarczy jakaś ilustracja w książce albo i sen. Wyobraźnia jednak gra główne skrzypce. Czasami idę na żywioł, bardzo lubię pokazywać emocje, czy to w portretach, czy w zdjęciach krajobrazów lub rzeczy. Jestem samoukiem. Nikt nigdy nie pokazywał mi jak robić zdjęcia, kadrować, ustawiać aparat. W większości były to działania na zasadzie prób i błędów. Często szukam podpowiedzi w poradnikach i prasie branżowej. 

fantastyczny fotograf

Fot: Brinnan, Yennefer

Czarny Kotu: Masz jakiś autorytet na którym się chociaż trochę wzorujesz?

Brinnan: Ciężko wskazać jeden konkretny. Jest paru fotografów światowej sławy, którzy bardzo mi imponują. Ale nie mam jednego, tego jedynego. Może to przez mój indywidualizm albo czerpanie z wielu elementów świata, który mnie otacza.  Znajdzie się parę nazwisk fotografów specjalizujących się w różnych technikach i to oni są moimi inspiracjami. W fotografii macro bardzo podobają mi się prace pani Magdy Wasiaczek, zaś w fotografii natury przoduje pan Michał Jeliński. Oczywiście jest cała masa fotografów zagranicznych i naszych rodaków. W dobie łatwego dostępu do materiałów wizualnych jest tego masa. Można przebierać w portfoliach, konkursach, wystawach.

Czarny Kotu: Czy w Twoich pracach można znaleźć nawiązania do konkretnych postaci z popkultury i fantastyki?

Brinnan: Jak najbardziej. W zdjęciach dla IamMania jest bardzo dużo nawiązań do Batmana, Star Wars i innych – głównie w temacie mody i gadżetów. Było kilka zdjęć z cosplayem. Chciałabym trochę więcej podziałać w kierunku zdjęć cosplayowych, bardzo mi się podoba ta tematyka i jestem pod wielkim wrażeniem kostiumów i determinacji twórców. Wcielenie się w fikcyjną postać nie jest proste, ale jakże efektowne.

fantastyczny fotograf

Fot: Brinnan, IamMania

Aktualnie realizuje projekt „Emocje Negatywnych”, w którym czerpię z baśni i przedstawiam złe postacie i ich emocje. Pomysł wziął się z kilku fotografii znalezionych w Internecie (znalezione na facebooku Reliah Δ), a bardziej sama idea wykorzystania lustra jako głównej płaszczyzny w której widać modela. Zaś same złe postacie – tutaj to już kwestia znalezienia czegoś oryginalnego, czegoś, czego jeszcze nie widziałam. Bo księżniczek, wróżek i tym podobnych jest wszędzie masa. A złe postacie widywałam tylko jako cosplay albo rysunki.

Czarny Kotu: Na jakim sprzęcie pracujesz? Z jakich programów korzystasz?

Brinnan: Nikon D5200 plus dwa obiektywy (AF-S Nikkor 50 mm i AF-S Nikkor 18-105 mm). Nie jest to już młody sprzęt i przez ostatnie dwa lata był bardzo mocno eksploatowany. Wybierając aparat byłam totalnym laikiem, ale od czego jest wujek Google? Podpytałam się, poszukałam i doszłam do wniosku, że warto wziąć coś bardziej zaawansowanego na czym będę się uczyć. Okazało się, że był to strzał w dziesiątkę. Mogę kontrolować każdy parametr w czasie robienia zdjęcia i ustawić się odpowiednio. Do tego jest statyw, soczewki, lampa błyskowa, parę parasolek i blend. Wyglądam jak wielbłąd, gdy przybywam na miejsce sesji.

Ostatnio do rodziny dołączył aparat z wydrukiem natychmiastowym – Lomo’instant.

Do obróbki zdjęć korzystam z Adobe Lightroom i Photoshop. Do tego dochodzi masa różnych tutoriali, poradników i książek czy czasopism.

fantastyczny fotograf

Fot: Brinnan, Akasza

Czarny Kotu: Masz fantastyczne studio fotograficzne?

Brinnan: Raczej bardzo skromne jak na standardy fotograficzne. Ale jak na warunki domowe w zupełności wystarczy. Czasem muszę bawić się w dodatkowe lampy i blendy, ale efekty zwykle są warte wysiłku. Do tego dochodzą często dziwne konstrukcje z wykorzystaniem przedmiotów domowego użytku – jak na przykład suszarka na pranie albo wiatrak. Oczywiście marzy mi się studio, gdzie klikam parę przycisków i wszystko jest gotowe do sesji. Ale to może w przyszłości, jak na razie radzę sobie z tym, co mam i dzięki temu uzyskuję więcej satysfakcji, że udało się coś zrobić bez wybajerzonego sprzętu.

Czarny Kotu: Używasz aplikacji mobilnych przeznaczonych do zabawy zdjęciami?

Brinnan: Czasami, głównie Instagram i Tookapic. Nie jestem typem selfiestwora, więc zdjęć z telefonu mam bardzo mało. W większości są to rzeczy, które mnie urzekły i próbuje je z pomocą smartfona fajnie uchwycić.

fantastyczny fotograf

Fot: Brinnan, Zła Królowa

Czarny Kotu: Gdzie można Cię znaleźć (w internecie i nie tylko!)?

Brinnan: W internecie na mojej stronie na facebooku: @brinnanphotography, w portfolio brinnanphotography.weebly.com oraz na platformie tookapic.com, gdzie realizuję projekt 365. Poza internetem na mroźnej północy w Szczecinie albo różnych konwentach (fantastycznych typu Pyrkon lub konwentach tatuażu).

Czarny Kotu: Jakie plany na przyszłość?

Brinnan: Więcej zdjęć, więcej sesji i więcej projektów. Marzy mi się własne studio. Ale to kwestia przemyślenia, który kierunek obrać, bo dwa na raz będzie trudno. Chciałabym dalej rozwijać się jako prawnik oraz szlifować warsztat fotograficzny. Lecz niestety oba kierunki są bardzo czasożerne. Brakuje tej 25 godziny i 8 dnia. Ale nie zanosi się abym miała któreś z nich porzucić. Zobaczymy co czas pokaże.

fantastyczny fotograf

Fot: Brinnan, Cmentarz