Wpis ma charakter luźnego rozważania nad dwoma serialami, które ostatnio skradły czas i serca wielu wielbicielom nastoletnich dramatów. Nie ukrywam, że część tekstu powstała już jakiś czas temu, ale nie powinno to przeszkadzać. Zwłaszcza, że z 13 powodami pożegnałam się już kilka tygodni temu, a ostatni odcinek Riverdale to jedno z sobotnich wspomnień. Zapraszam zatem do pierwszego tekstu po przerwie!

13 Reasons Why i Riverdale – 13 myśli

  1. Myślałam, że z teenage drama wyrosłam już dawno temu. Czasy oglądania Roswell, Buffy, Beverly Hills i Smallville minęły wraz z moim dzieciństwem. Netflix udowodnił mi jednak, że niektóre rzeczy się nie zmieniają i jeśli kiedyś lubiłam śledzić losy nastoletnich bohaterów, to teraz też pochłonie to mój czas. W ostatnich miesiącach nadrobiłam lub odświeżyłam takie seriale jak Freaks and Geeks, Plotkara, czy moje ukochane brytyjskie dzieło – Skins. Oczywiście najwięcej uwagi przykuły nowe produkcje. Siłą rozpędu nabraną przy Skinsach, wciągnęłam się w piękny, czarujący, hipnotyzujący obraz jakim jest Riverdale. A potem w 2 dni połknęłam 13 powodów.
  2. W komentarzach pod różnymi materiałami na temat najnowszych seriali, które ukazały się w ciągu ostatnich 2-3 miesięcy, można zaobserwować spore uwielbienie właśnie do 13 powodów i Riverdale. Powstał taki jakby front (nie, nie wojenny, ale konfrontacyjny) między fanami jednej i drugiej produkcji. Dziwię się temu, bo przecież już na pierwszy rzut oka widać, że nie można tych dwóch seriali ze sobą porównywać. 13 Reasons Why powstało na podstawie książki, która okazała się bestsellerem. Podobno wiele wytwórni filmowych biło się o prawa do ekranizacji, ale ostatecznie wygrał Paramount, który szybko zrezygnował z pomysłu na film. Ze względu na złożoną, zawiłą i rozbudowaną fabułę postawiono na serial i słusznie zgłoszono się do Netflixa. Lepiej nie mogło być. Natomiast Riverdale to produkcja na podstawie komiksu i jakby już to wymusza na realizatorach formę serialu, która będzie dotyczyć perypetii nastolatków, a nie trudnych tematów pokroju samobójstwa. W tym przypadku odbiorca od razu nastawia się na raczej rozrywkowe kino domowe i nie sposób tu niczego porównywać.Riverdale
  3. Obejrzenie 13 powodów było dla mnie rozrywką mniej więcej do połowy serialu. Potem było coraz gorzej. Początkowa fabuła wprowadza nas w świat i wydarzenia. Wiemy, że zabiła się młoda dziewczyna, a jej wielbiciel próbuje zrozumieć powody tego strasznego czynu. W sprawę zamieszani są uczniowie pewnego liceum, którym zmarła zgotowała straszny los. Dzieciaki muszą słuchać kaset z nagraniami ujawniającymi trzynaście powodów jej śmierci. Brzmi strasznie, a nawet makabrycznie, prawda? Jak przynajmniej połowa popkultury, więc co to dla nas? Oglądamy! Problem w tym, że im dalej w las, tym ciemniej. Serial szybko przestał być dla mnie tylko pochłaniaczem czasu. Zaczął zmuszać do refleksji, do zastanawiania się, do włączania kolejnego odcinka mimo, że było już po pierwszej w nocy. Gdzieś pod koniec zaczęłam jednak czuć się nieswojo. Zwłaszcza, gdy przed ostatnimi dwoma epizodami, zostałam ostrzeżona przed brutalnymi scenami gwałtu, a potem samobójstwa. Nie czułam się dobrze oglądając to co działo się na ekranie. Narracja całej produkcji była bardzo dobra, ale końcówka trochę mnie przerosła, przez co moje mieszane uczucia nie mają do końca określonej treści.
  4. Serial oglądałam sama, ale narzeczony i współlokator doświadczali biernego poznawania fabuły i od czasu do czasu zawieszali wzrok na telewizorze. Zawsze gdy zadali pytanie a propos czegoś co się akurat w odcinku działo, miałam problem by odpowiedzieć. Pierwszym powodem była ogólna trudność wyjaśnienia zawiłości fabuły, drugim zaś bezsens zachowań bohaterów i czasami brak konsekwencji u scenarzystów. Serio, niektóre wątki rozwijały się bardzo dziwnie i potem zaprzeczały same sobie.
  5. Hannah Baker, samobójczyni, której głos znamy z kaset i retrospekcji, jest dla mnie jednocześnie bardzo dobrze zbudowaną postacią i tragiczną bohaterką. Jest jej bardzo trudno, spotykają ją same złe rzeczy, ale pozostaje przy tym niedojrzałą nastolatką, która nie jeden raz spowodowała u mnie facepalma. Pod koniec sezonu byłam już tak zmęczona jej postacią, że nie mogłam słuchać tego co gada do mikrofonu. Bleh.Riverdale
  6. Ale to nie tak, że nic mi się nie podobało. Kate Walsh, aktorka wcielająca się w rolę matki Hannah, była chyba najlepiej odegraną postacią w całym serialu. Znam ją m.in. z prześwietnego Grace Anatomy, gdzie była elegancką i mądrą panią doktor. Tutaj musiała stać się skrzywdzoną, załamaną matką, która straciła swoje jedyne dziecko w najgorszy z możliwych sposobów, bo nie ma wiedzy dlaczego doszło do tej tragedii. Scena odnalezienia w łazience ciała córki była niepodważalnie najlepszą w całym sezonie. Nie mam wątpliwości, że zareagowałabym identycznie. Blokada na najgorszy scenariusz, paniczne wmawianie sobie, że chociaż widzę martwą córkę to twierdzę, że to nic takiego i szybko z tego wyjdzie. To była najprawdziwsza emocja.
  7. Oficjalna informacja o drugim sezonie 13 powodów wywołała u mnie westchnienie sugerujące, że to całkowicie niepotrzebne. Natomiast ostatni odcinek Riverdale wywołał hiperwentylację i ogromne pożądanie kolejnego sezonu już teraz-natychmiast. Ale to jest właśnie różnica między produkcją typowo rozrywkową, a taką która porusza trudny temat i nie ma otwartego zakończenia. Wyjątkiem jest chyba Stranger Things, gdzie zakończenie zostawia uchyloną furtkę i jest miejsce na kolejny sezon, ale widzowie go nie potrzebują. A jeśli już wspomniałam Dziwniejsze Rzeczy to od razu dodam, że bardzo podoba mi się podobieństwo między Ethel (Riverdale) i Barb (Stranger Things). Nie tylko wyglądem postaci się przypominają, ale również podobną charakterystyką bohatera.
  8. Skoro poznęcałam się już nad jednym tytułem, to i o drugim się krytycznie wypowiem. Riverdale to bardzo fajny serial, ale miałam momenty, gdy włączałam odcinek i mogłam wyprasować wszystkie koszule Rogera, a potem zdziwić się, że to już koniec, bo jakoś nic specjalnego się nie wydarzyło. Niestety ta produkcja miała kilka takich momentów i w tym wypadku 13 powodów wygrywa dzięki niemożności oderwania się od telewizora. Riverdale
  9. Luke Perry. Pierwsze spojrzenie i już wiedziałam. To oczko, które puścili widzom twórcy serialu było cudowne. Otóż najprzystojniejsze ciacho mojego dzieciństwa, Dylan z Beverly Hills, pojawił się w Riverdale jako ojciec głównego bohatera Archiego. Może i nie grzeszy ten pan wzrostem, ale kto by na to zwracał uwagę, gdy widzi się na ekranie tak uroczego tatuśka.
  10. Wszyscy się rozpływają nad postacią Jugheada, który jest typowym alienującym się nastolatkiem. Rodzina ocierająca się o patologię, swego rodzaju bezdomność, ojciec przestępca, trzymanie się z daleka od „najfajniejszych ludzi w szkole”. Przez cały sezon miałam do niego neutralny stosunek. A potem ubrał kurtkę. LOVE.
  11. Riverdale jest hipnotyzujące. Estetyka tego serialu wgniotła mnie w fotel. Fabule można coś zarzucić, narracji też, ale do obrazu proszę się odstosunkować. Te fiolety, róże, rudości! Sceny w ulubionym barze nastolatków zachwycały kolorystyką. Tak samo ryże bliźnięta występujące razem w retrospekcjach. Rudy kolor włosów króluje na ekranie od pierwszego odcinka, a po pojawieniu się matki Archiego, spodziewam się jeszcze kilku podobnych genetycznych uwarunkowań.
  12. Absolutnie nie pamiętam, by w sezonie pojawiła się gdzieś mordka Hirama Lodga, który jest tu jednym z głównych złych i zawiaduje spiskami z więzienia. To chyba najbardziej ciekawiąca mnie postać i czekam na jego wielkie wejście. Miło jednak było zerknąć sobie do internetów, by zobaczyć jak wygląda aktor wcielający się w tę rolę! Can’t wait!
  13. 13 powodów i Riverdale zakończyły mój epizod teen drama. Jak już wspominałam na początku, spędziłam kilka ostatnich miesięcy na oglądaniu różnych produkcji skierowanych do bardziej młodzieżowej widowni. Głównie były to powroty do sprawdzonych seriali, ale po zobaczeniu tych dwóch nowych obrazów przysłowiowa miarka się przebrała. Nie chodzi mi tu o jakiś problem konkretny. Po prostu znów wolę mroczne fantasy albo jakieś porządne sci-fi. Ale o tym będzie kolejny tekst!Riverdale
  • 13 podowów nie oglądałam (i raczej nie obejrzę), za to Riverdale to coś bardzo dla mnie .Dużo rudych ludzi na raz (OMG Archie Andrews!!!!!), przepiękne obrazy przez cały sezon, całkiem niezła fabuła. No i Jughead…kurczę, ja braci Sprouse oglądałam w Disneyowskim Nie ma to jak hotel (jako dzieciaków!) a tu patrzę…ciacho. No ciacho wyrosło. I ojezu oni są rocznik ’92..

    • Rocznik ’92? Co poszło nie tak, że ja jestem w takim punkcie życie, a oni są aktorami? 🙁
      Co do rudych głów i pięknych obrazów to masz wielką rację. Ogląda się cudownie tę produkcję!

  • W ubiegłym tygodniu skończyłam oglądać 13 reasons why i, szczerze mówiąc, mam wiele negatywnych przemyśleń nt. tego serialu. I jeszcze drugi sezon. Srsly? Podejrzewam, że chcą pociągnąć dalej wątek tego chłopaka z bronią, ale… SRSLY? Jakieś pięć lat temu czytałam książkę, w której nie ma większości melodramatów bohaterów drugoplanowych, które pewnie zostały stworzone, aby coś się działo. No i cały ten angst, coraz to większe katastrofy z odcinka na odcinek… W połowie sezonu zastanawiałam się czy nie dać sobie z tym spokoju.

    A Riverdale jeszcze przede mną! <3 Już nie mogę się doczekać, tym bardziej, że tyle pozytywnych opinii o nim słyszałam. Egzaminy skutecznie wykluczyły mnie z życia popkulturowego na jakiś czas, ale ile dóbr teraz na mnie czeka!

    • Mam bardzo podobne wioski co do 13 powodów. Natomiast Riverdale serdecznie Ci polecam. To będzie idealny serial w nagrodę za skończone egzaminy i sielankowe popołudnia!

      • Cóż mogę zrobić z takim poleceniem? Tylko zasiąść do oglądania! <3

        O, i może odwdzięczyć się! Oglądałaś już Amerykańskich bogów? UWIELBIAM TEN SERIAL! W sumie moja opinia mogłaby nie być do końca obiektywna, bo jest to ekranizacja książki Neila Gaimana – którego jestem fanką – o tym samym tytule, ale uwierz mi, jest w niej trochę obiektywizmu. Odrobinę. 😛 Ostatnio jak spróbowałam obejrzeć ekranizację książki, którą wcześniej zdążyłam przeczytać, to nie wytrzymałam dwóch odcinków, tak mi się nudziło, bo znałam już fabułę. A w Amerykańskich bogach ani trochę mi to nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, jestem podekscytowana za każdym razem, kiedy na ekranie pojawia się "nowy" bohater i, ach, czy napisałam już, że jestem podekscytowana tym serialem? Także polecam Ci gorąco. 😀

        • Oj! Droga moja! Książki nie czytałam, ale zamierzam na ślub ją sobie zamówić jako prezent „zamiast kwiatów”! Bardzo lubię Gaimana, ale akurat tej lektury nie przeczytałam. Tymczasem serial oglądam od pierwszego odcinka i zawsze czekam ten tydzień na nowy epizod. Nie jest to najprostsze bo produkcja okazała się absolutnie mega świetna, ale daję radę! Świetnie Cię rozumiem. Oczywiście można być podekscytowanym i zafascynowanym. Te wątki, bohaterowie, muzyka… o bogowie, ta muzyka! <3
          Kolejny wpis będzie właśnie o tym! O Bogach i kilku innych produkcjach, które właśnie skonsumowałam, albo smakuję i polecam!