“Warcraft: Durotan” – Zanim obejrzysz, przeczytaj!

“Warcraft: Durotan” – Zanim obejrzysz, przeczytaj!

Z uniwersum przedsiębiorstwa Blizzard zetknęłam się pierwszy raz 9 lat temu, gdy po raz pierwszy zalogowałam się na jednym z serwerów gry World of Warcraft. Co prawda konto istnieje do dzisiaj, lecz od dwóch lat wchodzę do gry sporadycznie. Gdy tylko dowiedziałam się o premierze filmu opartego na kanwie wydarzeń gry Warcraft I byłam niesamowicie podekscytowana. Jakby tego było mało do jednej z głównych ról obsadzony został mój ulubiony aktor, Travis Fimmel (grający między innymi postać Ragnara w serialu „Wikingowie”). Szczytem mojej ekscytacji było zetknięcie się z oficjalnym książkowym prequelem filmu.

W trakcie oczekiwania na premierę bacznie śledziłam wszelkie informacje w mediach dotyczące filmu. Ku mojemu zaskoczeniu niemalże wszystkie prognozy polskich fanów jak i recenzje krytyków były negatywne. Jednakże nie było mowy o tym, abym nie poszła na tak długo wyczekiwany przeze mnie film. Po seansie utwierdziłam się w przekonaniu, iż miałam rację i nie warto oceniać dzieł po przedwczesnych recenzjach gdyż z kina wyszłam niezmiernie zadowolona.

Za napisanie recenzji zabiorę się niedługo, lecz najpierw muszę ochłonąć, obejrzeć film raz jeszcze aby potraktować go z odpowiednim dystansem. Teraz będąc pod wpływem fanowskich emocji nie byłabym nawet sobie w stanie przypomnieć ani jednej, nawet tej najmniejszej wady dzieła. Czymże byłaby recenzja pisana bez trzeźwego spojrzenia na utwór? Ponad to chcę wcześniej przeczytać książkę „Warcraft” reklamowaną jako „Oficjalna powieść filmu” aby sprawdzić czy rzekomo wycięte sceny z filmu mające pojawić się dopiero w wersji na Blu-Ray są zawarte w powieści. Jednakże dzisiejszym tematem jest Durotan!

Warcraft: Durotan

Jak już ongiś pisałam, nie lubię zaczynać od środka. Wobec tego podjęłam decyzję o przeczytaniu wprowadzenia przed pójściem do kina. Reklama wydawcy na okładce opisuje książkę jako OFICJALNY PREQUEL, ów napis jeszcze bardziej mnie podkręcił gdyż byłam ciekawa co Blizzard uważa za nowy kanon.

Książka ta została napisana przez Christie Golden, która jest autorką wielu dzieł nie tylko z uniwersum Warcrafta, lecz także StarCrafta, Star Wars, czy Forgotten Realms oraz Assassin’s Creed. Do tego typu książek podchodzę w szczególny sposób, bowiem ich autor ma za zadanie przenieść świat przedstawiony w filmach i grach na papier. Najczęściej (tak jak w wyżej wymienionym przypadku) pomysł na świat przedstawiony nie pochodzi od pisarza, lecz jest narzucony z góry. Po wielu latach doświadczeń jakie zdobyłam przemierzając świat Azeroth w grze World of Warcraft czytając książkę czułam jakby każdy jej bohater był w rzeczywistości graczem, a fabuła była wydarzeniami dziejącymi się w grze online. Można śmiało rzec, iż gra wpłynęła w znacznym sensie na moje postrzeganie świata.

Pomijając fakt mojego jakże specyficznego światopoglądu książkę czytało mi się bajecznie. To właśnie z niej znam genezę wojen w Azeroth. Zanim w moje ręce trafiła owa lektura miałam do dyspozycji jedynie artykuły z wowpedii, lub szczątkowe informacje z questów w grze podczas rozgrywki. W przypadku książki otrzymałam spójną genezę zawartą na 320 stronach.

Książka opisuje historię Durotana, wodza Orków z klanu Mroźnych Wilków, których to kultura i zwyczaje zbliżone są do indiańskich. Żyją oni bowiem w społeczności kastowej, wychowani w pełnym poszanowaniu tradycji oraz otaczającej ich natury.

Draenor, świat będący domem Mroźnych Wilków, innych orkowych klanów oraz tajemnicza rasa Draenei umiera. Powoli zaczyna brakować zwierzyny łownej, między klanami rozpoczyna się walka o przetrwanie. Szczególnie wrogi klan Czerwonych Wędrowców grabi zapasy Wilków. Gdy wszystko wydaje się chylić ku upadkowi nagle pojawia się Gul’dan, przerażający orkowy szaman o zielonym kolorze skóry i czerwonych oczach. Przyprowadza on ze sobą orczycę, którą wciąż poniża. Durotan zostaje postawiony przed wyborem: zostać i honorowo zginąć w upadającym Draenorze lub dołączyć do Gul’dana, który to oferuje eksodus do innego, lepszego świata. Propozycja Gul’dana wiąże się jednak z dołączeniem do jego hordy a co za tym idzie zniewoleniem klanu Mroźnych Wilków.

Oczywistym jest, że Durotan przyjął propozycję Gul’dana w wyniku czego trafił wraz z całą Hordą do świata Azeroth zamieszkanego przez ludzi, elfy, krasnoludy i inne niespotykane orkom dotąd rasy. W wyniku tego zetknięcia się wybuchła wojna, w której to zawsze trzymałam stronę Przymierza, czyli rodzimych ras Azeroth, które w większości zjednoczyły się by pokonać niechcianych przybyszów. Horda była w moim mniemaniu zbyt agresywna, prymitywna i rubaszna. Wolałam z pozoru prozaicznych ludzi, dystyngowane elfy i zgorzkniałe krasnoludy.

Zarówno książka jak i film przedstawiają orków inaczej niż ich dotychczas postrzegałam. Możemy zobaczyć tam dumną, pełeną poszanowania tradycji, honoru, wartości rodzinnych inteligentną rasę. Wcześniej uznawałam ich za dziką (jak sama nazwa wskazuje) hordę, której jedynym zajęciem jest grabież i zniszczenie osiedli ludzkich. „Warcraft: Durotan” to wzruszająca opowieść o ludzie zmuszonym do migracji oraz poświęcenia siebie Spaczeniu, magii demonicznej stosowanej przez Gul’dana zwanej także Fel. Życie Orków z Hordy ukazane w książce to ciągła walka o przetrwanie.

Durotan, Draka i Orgrim, mimo iż byli orkami przyjemniej oglądało mi się ich poczynania niż Mediva i Lothara, których wyczekiwałam od pierwszego trailera. Dzięki temu, że przeczytałam książkę na trzy dni przed seansem lepiej było mi zrozumieć orków i bardziej ich polubiłam. Można powiedzieć, w pewnym sensie byli dla mnie bardziej ludzcy, jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi. Myślę, że osoby, które nie przeczytały powieści nie odczuły tego samego. Krytycy oskarżają film o zbyt ubogie przedstawienie postaci. Dzięki tej książce nie odczuwa się tego problemu w kwestii orków. Po przeczytaniu z zapartym tchem śledzimy na ekranie losy Durotana i jego klanu tak samo jak dopingowaliśmy go podczas czytania każdej z 320 stron książki. Istne cudo!

Dodaj komentarz